My Little

/
0 komentarzy
/
2/05/2018






                                  

                   Jest taki odcinek kucyków Pony, który razem z Milą oglądamy nałogowo, i również nałogowo się na nim wzruszamy. Odcinek opowiada o głównej atrakcji festiwalu pomocnych kopytek, którą ma być występ największej gwiazdy muzyki w Equestrii, a mianowicie Hrabiny Koloratury (uwielbiam to nazewnictwo♥). Pomijając, że faktycznie ów gwieździe ktoś podłożył w dubbingu cudny głos, to odcinek opowiada o tym, jak pod wpływem różnych czynników zaczynamy się zmieniać i zatracamy siebie, tworząc sztuczny obraz naszej osoby na potrzeby sławy, adoracji, aplauzu. Pierwszy występ Hrabiny podkręcony jest światłami, efektami dźwiękowymi, świetną oprawą wizualną, taneczną. Taka oprawa występu wymaga olbrzymiej pracy sztabu kucyków, w tym managera gwiazdy, który uważa, że występ Hrabiny nie byłby tak samo dobry, gdyby nie ów elementy. Jest tego tak pewny, że upewnił w tym rówież samą gwiazdę, która zapomniała o swoim naturalnym wdzięku i talencie i uwierzyła w to, że bez tej oprawy nie ma nic i nie byłaby tak dobrą Hrabiną Koloraturą. 
                               Na szczęście kucyki pony to opowieść o przyjaźni, więc przyjaciele uświadamiają hrabine, że najpiękniejsza i najbardziej prawdziwa jest wtedy, kiedy jest po prostu sobą. Odcinek wieńczy występ już nie Hrabiny Koloratury, która została stworzona przez swojego managera, a Rary, która śpiewa swoim naturalnym, czystym głosem prosto z serca. 
                  Jak wiadomo w każdej bajce jest ziarno prawdy.  A sedno tej bajki to taka metafora współczesności, w której na potrzebe kliknięć przedstawiamy siebie w przerysowanym świetle z całą gamą różnych detali pozbawionych prawdziwej rzeczywistości tylko dlatego, że wydaje nam się, iż jest to lepsze i piękniejsze niż sama rzeczywistość. Mnie też się kiedyś tak wydawało. Robiłam mocny makijaż, ubierałam się ekstrawagancko, często tylko i wyłącznie na potrzebę samego wyróżnienia się w tłumie. Czy byłam w tym wszystkim sobą, w pewnym sensie na pewno tak, ale wynikało to również z tego, że byłam przekonana iż bez tych atrybutów jestem zbyt zwyczajna, żeby być wyjątkowa. Czyż to nie chore? Czyż nie w chorą stronę idzie świat, który każde nam w ten sposób o sobie myśleć, który wymaga abyśmy stale byli ponad przeciętność, stale prześcigając samych siebie? Ja w tym wyścigu doszłam do momentu, w którym nie wiedziałam jakie jest moje własne zdanie, co mi się podoba, co czuje, do czego zmierzam. Najpierw wpadłam w panikę, a później przyszła refleksja, że to, co zwykłe, proste, codzienne, rutynowe, również jest wyjątkowe. Zatem jeśli myślisz, że nic nie możesz zmienić, zmień myślenie. I choć na początku drogi była to rzecz ciężka do z realizowana, to z perspektywy czasu, nie mogę uwierzyć jakież to kurwa było proste! 
                              A odcinek szczerze Wam polecam bo bardzo pozytywnie nastraja. 
                                 



                                       


 bomber/Bershka
spodnie Cropp
koszula Second Hand
torba, botki CCC

photo Daniel


Podobne posty:

Prześlij komentarz