Modern Rocking

/
0 komentarzy
/
11/09/2017



                                           

                                       

                                   Idąc z duchem czasu nie zawsze lubię zmiany. Pamiętam jak w buntowniczym okresie dojrzewania namiętnie suchałam Chylińskiej. To była piękna nić porozumienia, która pomagała mi przejść przez czas niezgody na wszystko, co wybiegało poza moje granice emocji, empatii i zrozumienia. Ten bunt, krzyk, samotność. Później wyrosłam ja, wyrosła ona, mimo to nie mogłam zrozumieć, jak mogła się aż tak zmienić, chociaż ja sama się zmieniłam. Ale nie ona! Ona nie mogła, nie miała na to społecznej zgody, bo to przecież Chylińska, TA Chylińska. Nagle inna, uśmiechnięta, wesoła. Z czasem pogodziłam się z tym faktem, ale nie mogłam słuchać Modern rocking bo jednak za mało było we mnie akceptacji. Dzisiaj wciąż lubię Chylińską, ale słucham tylko starych płyt. Z modą i blogami jest podobnie. To już nie są nasze koleżanki z podwórka, z którymi mogłyśmy się utożsamiać, które pokazywały nam, że nawet jeśli, tak jak większość nic nie mamy, to jednak nie musimy wyglądać jak wszyscy. Dzisiaj to dziewczyny z okładek, wysłające nam całuski z ciepłych krajów. To już nie są zdjęcia pod blokiem, a wspaniałe edytoriale modowe z różnych krańców świata. I mimo, że ta zmiana była nieunikniona, nie potrafię jej do końca zaakceptować. Dlatego szukając inspiracji wracam do starych archiwów. Gdzieś gdzie to wszystko się zaczęło, gdzie kreatywność zastępowała konsumpcję, a jedna para butów pojawiała się w każdym wpisie i nikt nie uważał, że to obciach. I skoro sama Chylińska powoli wraca do dawnych korzeni, to może i w blogowej materii w końcu coś pęknie. Bo tak naprawdę nie chodzi o brak akceptacji, tylko o fakt, że zmiany są fajne, jeśli są zmianą na dobre. A jeśli zalewa nas fala lookbooków Zary, H&M itd. to ja zdecydowanie wybieram tę jedną parę butów. 



spodnie, wełniany sweter Second Hand
Kurtka Bershka (z zeszłego roku)

photo Daniel


Podobne posty:

Prześlij komentarz