BabyHair

/
0 komentarzy
/
9/18/2017



                                         

                                   

                                         Dla wielu z Was nie będzie to żadne odkrycie, ktoś inny stwierdzi, że jak to "tylko tyle?", choć równie dobrze może to być "aż tyle". Jedno jest pewne, w temacie włosa napisano już chyba wszystko. Więc i ja Ameryki nie odkryje, ale mogę podzielić się z Wami moim doświadczeniem w tej kwestii. 

                                          Jeszcze w styczniu, dokładnie tu, narzekałam na kondycję mojej czupryny. Na zdjęciach widać, że włos był szorstki, matowy, przesuszony i przerzedzony. Od kiedy zaszłam w ciąże ich stan spędzał mi sen z powiek, bo wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło. Ciąża wyssała ze mnie wiele, co odbiło się przede wszystkim na włosach. Z gęstej czupryny zrobiło się kilka strąków, które niczym nie przypominały dawnego wyglądu. Wypadały garściami, bez opamiętania, bez pytania, bez zapowiedzi. Tym sposobem z dnia na dzień, z fajnych długich włosów została garstka kłaczków nie do odratowania. Zatem obciełam je na krótko. Nie była to fryzura marzeń, dlatego podjęłam wyzwanie aby ponownie je zapuścić. Trwało to jakieś 4lata. Włos nie chciał wrócić do stanu pierwotnego, ponoć to kwestia hormonów, ale nie chciałam się poddać, bo nie chciałam być wieczne niezadowolona ze swojego wyglądu. 
                                 Zatem próbowałam wszystkiego. Olejowanie: olej kokosowy, z avokado, marakui, arganowy, łupianowy, słonecznikowy i co tylko było pod ręką. Piłam siemienie lniane, zmielone dodawałam również do wszelkich potraw, także była tego spora ilość. Olej lniany też piłam, w końcu jak w bólu, to w bólu. Łykałam Biotebal, Skrzypovite, piłam Galacet, pokrzywę, robiłam wcierki, maseczki i cuda wianki. Do tego masa szamponów i cudotwórczych masek, odżywek, pianek ect. Siegałam po produkty drogeryjne, jak również te profesjonalne, stricte fryzjerskie (czytaj DROGIE!) i co? i nic drogie Panie, kompletnie nic. Nie pomogło również systematyczne podcinanie suchych końcówek, bo cóż z tego jak włos, który odrastał był wciąż w złej kondycji? Gdy zawiał wiatr, nie rozwiewało czupryny, a raczej porywało całą strzechę. Dramat.
                                           Po wielu męczarniach zdezerterowałam podejmując próbę zaprzyjaźnienia się z tym gniazdem, uwitym z kilku suchych gałązek. I wtedy przyszedł ratunek, równie niespodziewanie co wcześniejsza utrata włosów. Otóż moja córa jest strasznym niejadkiem, siedząc więc któregoś wieczora i wertują kulinarne fora dla dzieci, wpadłam na rzodkiewkę. Tak właśnie, tę zwykłą, powszednią rzodkiewkę, którą znajdziemy nie dość, że w każdym warzywniaku, to o każdej porze roku. 
                                             Otóż drogie Panie, jak się okazuję ta właśnie rzodkiewka wzmacnia paznokcie i zapobiega wypadaniu i łamaniu się włosów! Zniechęcona porzednimi próbami, stwierdziłam, że skoro nie pomogły mi produkty na które wydałam krocie, to jakim cudem ma mi pomóc rzodkiewka za 1,50zł?
                                                   Pełna wątpliwości postanowiłam jednak spróbować. W zasadzie nawet trochę nieświadomie, odruchowo zjadałam 3małe główki dziennie zapominając kompletnie po co to robię. Lubię rzodkiewkę, więc potraktowałam ją czysto spożywczo, a nie zdrowotnie. Jakież było moje zdziwinie, gdy po dwóch miesiącach systematycznego jedzenia zauważyłam, że w ogóle nie łamią mi się paznokcie. W pierwszej minucie nie skojarzyłam tego faktu z jedzeniem rzodkiewki, do momentu umycia głowy. Otóż przyzwyczajona do tego, że wypadają mi włosy, aby nie popaść w jeszcze większe przygnębienie, przestałam w ogóle patrzeć na ilość jaka zostaje w siutku po każdym ich myciu. Zgarniałam, wyrzucałam i już, nie zwaracając szczególnie uwagi na to, czy ich ilość się zmniejsza. Aż tu naglę w wannie nie było ANI JEDNEGO WŁOSA!  Szok, drogie Panie. Ostatnia moja wizyta u fryzjera tylko potwierdziła tę teorię. Nie dość, że wlosy są w o wiele lepszej kondycji, mniej ich wypada, to jeszcze jest mase tzn "babyhair". Sama kuracja bajecznie prosta i zdrowa. Pęczek za 1,50zł/2zł to trzy dni, po średnio 2/3 główki dziennie. Czego chcieć więcej!
                                          Zresztą nie będe Was przekonywać bo zdjęcia mówią same za siebie, włosy lśnią, żyją, są miękkie, gładkie i zapewniam, że nie jest to photoshop, ani kwestia słońca. To poprostu "tylko" i "aż" rzodkiewka. Same spróbujcie, myśle, że efekt nie jedną z Was naprawdę zaskoczy. 












spodnie Zara
kurtka Mango
koszula Cropp
buty H&M

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz