Skazani na rocka

/
0 komentarzy
/
7/12/2016



                                         

                            

                  Powrót do pracy wprowadził nowe zmiany w systemie organizacji. Na początku stresowałam się, czy starczy mi czasu na wszystko, ale po pierwsze wszystko jest kwestią planowania, po drugie wbrew pozorom wrzuciłam na luz. Nawet ta kilku dniowa przerwa na blogu dobrze na mnie wpłynęła. Kiedyś 10dni przerwy to była prawie katastrofa, bo przecież trzeba być systematycznym, bo trzeba coś pokazać, o czymś napisać, trzeba, trzeba, trzeba...Nie czarujmy się, prowadzimy swoje strony, blogi, pamiętniki dla siebie, ale nie tylko. Nie da się uciec od presji social mediów. Od lajków, polubień, statystyk. Każdy chcę żeby było dobrze, żeby wszystko jak najlepiej szło do przodu. Ale nie zawsze ta rzeczywistość jest odwzorowaniem naszej własnej projekcji i to właśnie ten dysonans budzi pewien stres i frustrację, która potrafi porządnie zmęczyć. Taka sinusoida. Jest dobrze...dobrze i naglę boom wypalenie. Zbieramy się do kupy, jest dobrze...dobrze i znowu trach. Takie wewnętrzne wzloty i upadki, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy od nas. Dlatego dobrze się zdystansować by nie zatracić tej pierwotnej przyjemności, która pcha nas do działania. Wtedy bez względu na statystyki i tak będziemy kapitanem na swoim własnym statku.


A ja...miałam pracować w urzędzie, a skończyło się na tym, że znowu wróciłam do prowadzenia rockowego lokalu. Cóż wychodzi na to, że jestem skazana na rocka, ale tak to właśnie jest, jak się coś po prostu kocha.

kimono kupione w Outlecie
spodnie Mango
buty Mohito

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz