Czarna Mamba

/
0 komentarzy
/
3/15/2016




                     


                   Kiedy wkładamy na siebie jakiś kolor, to zazwyczaj automatycznie przypisuję się nam różne cechy, które są z nim kojarzone. Osoby w bieli są odbierane jako delikatne, dobre, anielskie, nieskazitelne. Róż kojarzony jest z dziecięcą niewinnością, z czymś słodkim, czasem wręcz przesłodzonym niczym różowa landrynka w pejoratywnym znaczeniu. Mix kolorów to niepoprawna optymistka, przepełniona pozytywną radością wariatka, zawsze towarzyska i zawsze uśmiechnięta. Natomiast czerń to mrok kojarzony z subkulturą gotycką, metaluchami, outsiderami, którzy napotkani na drodze zabijają samym wzrokiem wysyłając komunikat totalnej izolacji. Nihilizm, marność nad marnościami i bida z nędzą.                         
                       Osobiście uwielbiam czarny kolor, chociaż nie mam czarnego charakteru. Mimo to sama niejednokrotnie wchodząc w nowe towarzystwo na wstępie odbierana byłam jako osoba arogancka, nieprzystępna, wredna, no co tu się czarować, po prostu kawał suki. Być może dlatego zawsze zastanawiała mnie ta zależność, za którą idzie takie stereotypowe przypinanie łatek, bo niby dlaczego nie można być pacyfistą w czarnej odsłonie, rockmenem w różowej, czy gotem w białej?
                    Patrząc i analizując swoją nieustanną i nade wszystko wierną symbiozę z czernią, doszłam do wniosku, że to nie kolor powinien nas z góry definiować, tylko my, jako osobowości powinniśmy nadać mu ten nasz, indywidualny charakter. Bo ja mam w sobie pewnego rodzaju bunt i niezgodę na wiele problemów tego świata, jednak pełnym sercem jestem pacyfistką i nie zabijam kotów po godzinach, nie czytam po nocach okultystycznych broszurek, nie latam na miotle, a majeranku używam tylko i wyłącznie jako przyprawy. A moja czerń? Nie nadaję nią sobie charakteru, ona po prostu jest jego naturalnym wyrazem.











bluzka / Zara
kurtka /Mango
spodnie, torebka / Next

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz