I w co się tu ubrać?

/
0 komentarzy
/
1/17/2016



                                            

                   Kiedy byłam w przedszkolu to mama zawsze wieczorem szykowała nam ubrania na następny dzień. Tak było chyba aż do piątej klasy podstawówki i nie miało to dla nikogo znaczenia, wszak wszyscy chodziliśmy w tych samych dresach z ortalionu. Później zaczęłam sama składać swoje dziecięce zestawy. Myślę, że wzorowałam się na mamie, chociaż w kilku kwestiach miałam już swój wyrobiony styl. Zawsze kazałam się czesać na jedną stronę i uparcie nosiłam szelki (tak, tak do ortalionu też mi pasowały). Później w szkole średniej moim złotym patentem było noszenie się na "ostatnią minutę", czytaj wstaję spóźniona i wkładam co leci. O dziwo zawsze miało to ręce i nogi. Dopiero z wiekiem zaczęłam bardziej świadomie planować swoją garderobę i planować strój na następny dzień. Niestety z planowaniem jest tak, że czasami w mojej głowie dana stylizacja prezentuję się wspaniale, po czym gdy wcielam tę wizje w życie wszystko tak jakoś przestaję do siebie pasować, dziwnie odstaję i kompletnie razem nie gra. Zupełnie jak w sytuacjach, w których to mama zasypiała do pracy i "stylizację dnia" wybierał tata, klęska zawsze była murowana. Na szczęście moje podejście do mody stale zmienia się razem ze mną i powiem Wam szczerze, że do dnia dzisiejszego miewam dni, że planuję, że ubieram się na "ostatnią minutę", a są nawet i takie dni, kiedy kompletnie nic mi nie leży i tylko marzę o tym, żeby ktoś za mnie przygotował ten codzienny zestaw.













sweter C&A
ramoneska CULTURE

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz