A Ty ile masz kremów w łazience?

/
0 komentarzy
/
1/20/2016





                                    Cera to temat rzeka. Każda z nas chciałaby mieć tę idealną, gładką, nieskazitelną. Tymczasem mamy mieszaną, tłustą, suchą, wrażliwą, trądzikową, atopową, naczyńkową itd...Ja ze swoją również wiele już przeszłam, także usiądź wygodnie bo jest o czym opowiadać. 




Mamy rok 2010. Życie biegnie spokojnie, beztrosko, wręcz sielankowo. Aż tu nagle pewnego dnia (dzień jak codzień) wstałam z łóżka, spojrzałam w lusterko i z miejsca usiadłam. Szok to zbyt delikatne słowo na określenie mojego stanu ducha tamtego nieszczęsnego poranka. Cała twarz była w kropkach, krostkach, jak się później okazało moich najbliższych towarzyszkach na następne lata. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, więc świadoma swojej niewiedzy z miejsca udałam się do dermatologa z przeświadczeniem, że na bank jest to uczulenie na leki, bo zbiegło się to akurat w czasie z  rekonwalescencją po przebytej nieco wcześniej operacji.  Wtedy za tę swoją diagnozę dałabym sobie uciąć rękę i dzisiaj byłabym bez ręki. 




Wyrok był okrutny.
 - Pani Justyno to trądzik.
-  Nie no skąd? mam 27lat, więc chyba już trochę za późno na takie rzeczy.
- A przechodziła Pani trądzik w młodości? ( w młodości????kobieto ja wciąż jestem młoda!!!!)
- Mmmmm no nie...
- No widzi Pani, więc nikogo to nie ominie.
I faktycznie nie ominęło. Od tamtej pory zaczęła się jedna wielka batalia, a szanse niestety nie były równe. Testowałam naprawdę wszystko. Od zwykłych kremów drogeryjnych, przez te dostępne w aptekach, skończywszy na drogich specyfikach z naprawdę najwyższej półki. I nic! Poza uszczuplonym portfelem (gdyby to zebrać do kupy siedziałabym już na wakacjach w Panamie) efekt był zerowy, a nawet gorzej. 




Wcześniej nie przywiązywałam do cery zbyt wielkiej uwagi. Używałam kremów dla dzieci i nigdy nie miałam z nią żadnych problemów. Po nieszczęsnej diagnozie, testowaniu kremów, maści na receptę, roztworów itd skóra stała się tak wrażliwa, że wręcz atopowa i żarty naprawdę się skończyły. Cały problem polegał na tym, że nie był to typowy trądzik. Na całej twarzy miałam malutkie (najbardziej widoczne pod światło) bąbelki. Zanim w końcu ktoś postawił właściwą diagnozę minęły trzy lata. Okazało się, że jest to trądzik zaskórnikowy, paskudna odmiana i ciężka w leczeniu. Nie będę Wam pisała o stosowaniu retinoidów, bo wyszedł by tu elaborat. Pokrótce mogę zdradzić, że podchodziłam do tematu ze trzy raz, dlaczego? bo ciężko było mi przejść moment kryzysowy, czyli sytuację, w której po stosowaniu kuracji twój ryjek wygląda 5razy gorzej niż przed jej rozpoczęcie i niestety nie jest to zbytnio motywujące. Zatem gdy przychodził ten moment, a jest on w kuracji nieunikniony, zawsze dezerterowałam. Dopiero za trzecim razem jakoś to przebrnęłam i faktycznie później było już tylko lepiej.





Osobiście nie jestem zwolennikiem łykania różnych specyfików itd, więc zawsze najpierw sprawdzam mniej inwazyjne metody leczenia. Oprócz zewnętrznego leczenia retinoidami kilka się u mnie sprawdziło.

Jak wiecie skóra to odbicie tego, co dzieje się w środku, tym bardziej skóra twarzy. Po zrobieniu miliona badań dowiedziałam się, że większość mojego problemu pochodzi ze złej pracy żołądka. Ta informacja stała się dla mnie punktem zwrotnym w kwestii dbania o cerę. Zatem

Podstawa to dieta. Z jadłospisu wyeliminowałam nadmiar cukru, przypraw i nabiału, czekoladę oraz alkohol. Rezygnuję także z kawy, chociaż przychodzi mi to dość ciężko:) Można by rzec, że stale jestem na diecie matki karmiącej:) Dla wielu jest to dość jałowa kuchnia, osobiście tak się do niej przyzwyczaiłam, że w zasadzie nie pamiętam już jak jadałam wcześniej.

Medycyna naturalna. Na początku nie bardzo wierzyłam w skuteczność medycyny naturalnej do czasu, kiedy sama nie spróbowałam. Do dnia dzisiejszego regularnie piję kefir z grzybka tybetańskiego. Po pierwszej 20sto dniowej kuracji skóra mojej twarzy poprawiłam się o jakieś 80%!!! Jeśli ktoś chciałby spróbować tej metody, chętnie podpowiem co, jak i gdzie:)

Cytryna. Nie od dzisiaj wiadomo, że picie wody z cytryną (ja dodaję jeszcze miód) ma bardzo lecznicze działanie. Taka woda wypita na czczo pobudza układ pokarmowy do działania, dzięki czemu skuteczniej oczyszczamy organizm z toksyn, a wiadomo im mniej toksyn tym lepiej wygląda nasza skóra:)

Bratek. Staram się brać go codziennie. Jego działanie też jest podobne do działania retinoidów. Najpierw nic się nie dzieje, później na twarzy jest kumulacja wszystkiego, czego właśnie chcemy się pozbyć, a później następuje etap  poprawy kondycji skóry. Trzeba to po prostu przetrwać.

Kosmetyki. 90% moich kosmetyków to tak naprawdę preparaty dla dzieci. W większości dostępnych, drogeryjnych kosmetykach jest wiele substancji, które tak naprawdę zapychają pory. Tyczy się to również wszelkich podkładów, zwłaszcza tych w płynie. To niestety nie służy cerze ze skłonnością do wyprysków, trądziku itd. bo oprócz tego, że skóra jest nawilżona, ujędrniona i rozświetlona jak zarzeka się producent, to mamy też efekt jo-jo, czyli nieproszeni goście wracają ze zdwojoną siłą. Dlatego po etapie bezskutecznego testowania różnych specyfików, wróciłam do kosmetyków dla dzieci. Mają najmniej inwazyjny skład i działają naprawdę kojąco, zwłaszcza na suchą, wrażliwą i potraktowaną retinoidami skórę.

Stan ducha. Starałam się podejść do sprawy również z punktu widzenia tzw mądrości życiowych, wedle zasady  im dłużej patrzę w to lusterko, tym  więcej rzeczy zaczyna mnie drażnić. A w życiu chodzi przecież tak naprawdę o samoakceptację, wyzbycie się kompleksów, pokochanie siebie takim, jakim się jest. Niestety nie jest to taka prosta sprawa. Dla mnie problemy z cerą były i są powodem nerwów i niezadowolenia, które wpływa na moją samoocenę. Z jednej strony wychodzę z założenia taki mój urok i żyję dalej. Z drugiej jeśli mogę coś zmienić, zwalczyć, wyleczyć to czemu nie zadać sobie tego trudu? Oczywiście, że są na świecie większe problemy niż jakiś tam trądzik i ludzie borykają się z takimi problemami, że ja ze swoim biadoleniem to powinnam się w ogóle wstydzić iść do jakiegokolwiek lekarza. Co dziwne wielu z nich tak właśnie podchodzi do tematu trądziku phi....proszę stosować maść cynkową, dziękuje, do widzenia. Niestety wielu ludzi również tak myśli, bagatelizując problem, bo taki problem, to żaden problem, i jak zwykle przesadzasz itd. Jednak to moja twarz, jeśli ja będę się czuła z nią dobrze, będę się czuła dobrze z całym światem, bo człowiek radosny, szczęśliwy i w pełni akceptujący siebie dużo więcej daje temu światu niż ktoś, kto zamknął się w czterech ścianach i nie ważne czy powodem był trądzik, łuszczyca, czy źle obcięta grzywka:)





 Zatem jeśli cokolwiek Cię gnębi, dokucza, drażni, doskwiera idź do lekarza, zasięgnij opinii, poszukaj informacji i przede wszystkim nie zniechęcaj się, bo problem sam nie zniknie, a ty za chwile możesz być po prostu zgorzchniałym tetrykiem.

Wniosek z mojej historii jest taki, że najważniejsza to przede wszystkim prawidłowa diagnoza, bo leczenie na własną rękę i dziadek google czasem mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Dodatkowo wszystko wymaga również cierpliwości. Jestem osobą, która chciałaby od razu wszystko tu i teraz, więc szybko się zniechęcałam jeśli dana kuracja nie przynosiła od razu efektów, a niestety żadna ich nie przynosi. Na rezultaty trzeba czekać miesiącami, także wytrwałość to podstawa.

Pamiętajcie na każdego różne metody, diety, leki inaczej działają. Ja opisałam Wam wyłącznie moje doświadczenia, ale może komuś okażą się pomocne. Na koniec dodam tylko, że dzisiaj, po prawie już 6ściu latach od diagnozy, moja skóra ma się dużo lepiej. Są dni, że mam cerę gładziutką jak buzia mojej córci, a są dni kiedy bywa różnie:) ale się nie poddaję, a w razie poważnej awarii zawsze zostaję mi Photoshop ;-)


ogórek - Lidl

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz