Don kichot

/
0 komentarzy
/
11/07/2015



                                                                                        
                             
                           Oprócz deszczowej jesieni, która niestety nie nastraja dawką pozytywnej energii, nadszedł dla nas również inny, ciężki czas. Jest to ten moment w moim życiu, w którym czuję, że nie do końca sobie ze wszystkim radzę. To trudne przyznać się przed sobą, że jest się bezradnym i że błądzi się jak dziecko we mgle. A właśnie o dziecko tutaj chodzi. Mila weszła w wiek, którego podstawą jest budowanie swojej autonomii i swojego ja. Jest to ten etap, który działa bardzo frustrująco na obydwie strony. Ona chcę powiedzieć swoje nie, my chcemy aby postępowała tak, jak tego oczekujemy. Działa to jak sprzężenie zwrotne i kiedy przychodzi apogeum płaczę ona i płaczę ja. Psychicznie to bardzo wykańcza i pod koniec dnia czuję się jak wypompowany balonik, który właśnie stoczył wojnę z wiatrem. Próbuje tłumaczyć, próbuje wyznaczać granicę, groźby, prośby i nic nie pomaga. Potrzebuje wsparcia, wiedzy, porady, bo wiem, że rodzicem nikt się od razu nie urodził, ale też nie chcę popełniać błędów wynikających z własnej nie wiedzy, bo żadne to dla mnie usprawiedliwienie. Także jeśli macie jakieś dobre rady, podzielcie się wiedzą, żebym rozsądnie rozegrała to pole walki, bo inaczej będę jak ten Don Kichot, któremu pomimo jego starań, dwuletni wiatraczek i tak pokaże środkowy paluszek.














chusta SH

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz