(Nie) Festiwalowy look

/
0 komentarzy
/
7/05/2015

                                   


                                 Szczerze? podobają mi się te wszystkie festiwalowe looki lansowane ostatnimi czasy w kolorowej prasie. Piękne boho fraczki, koronkowe szorty, krótkie topy i sandałki, koniecznie gladiatorki. Rusałkowe, zwiewne i nie mające kompletnie nic wspólnego z festiwalem. Ten kto był chociaż raz ( ja byłam ok.13stu razy min. na Woodstocku, Jarocinie, Open' erze) ten wie o czym mówię. Rzeczywistość festiwalowa jest bardziej brutalna, a już samo pole namiotowe to prawdziwa szkoła przetrwania. Wyobraźcie sobie np: taki boho fraczek w woodstockowym toi toi-u? To po prostu nie może się udać. Zresztą już sam fakt, że trzeba byłoby tam wejść w sandałkach na cienkiej podeszwie i w dodatku ze sznurków przeraża.
                             Co ważniejsze obszar festiwalowy razem z polem namiotowym to olbrzymi teren i dziennie robi się naprawdę sporo kilometrów. Na Open'er trasa z obszaru koncertowego na pole namiotowe w godzinach nocnej migracji potrafiła zająć nawet ponad godzinę. Więc wygodne obuwie nie jest bez znaczenia. Poza tym umówmy się, tak naprawdę nigdy nie wiesz, czy tam, gdzie właśnie chodzisz, czasem ktoś przed chwilą nie siusiał (niestety tak to wygląda) więc lepiej mieć stopę zabudowaną. Weźmy też pod uwagę, że większość osób pakuję się w jeden plecak, bierze namiot pod pachę i hej ho! w drogę, więc głównie zabiera się to, co jest najbardziej uniwersalne i praktyczne. 
                        Ta sama sprawa ma się z krótkimi topami. O ile w ciągu dnia na otwartej przestrzeni jest bardzo gorąca, to wieczorami np: w Gdyni potrafiło być pierońsko zimno, wiadomo klimat morski. Poza tym festiwal to niestety brud i kurz, więc im bardziej jesteśmy odkryci, tym bardziej jesteśmy brudni, a dostęp do cywilizacyjnego prysznica jest bardzo ograniczony. Zatem po trzech dniach nasz stopień brudu wynosi już master level. Dyskomfort gigantyczny, a przyjemność z festiwalu żadna. 
                   A koronkowe szorty? Wierz mi, że w tak dzikim, olbrzymi tłumie zginą, nawet gdyby był pozłacane i od Diora, a prawdopodobieństwo, że jakaś promilowo zbłąkana owieczka wyleje na nie swojego browarsona, jest znacznie większe niż to, że ktoś dostrzeże ich metkę. Bo na festiwalu co 5sekund ktoś cię szturcha, lub na ciebie włazi, więc byłoby ich po prostu szkoda. W zasadzie zagorzali fashioniści mogą załatwić sobie opcję all inclusive, loża vip itd. ale czy to byłby prawdziwy, festiwalowy klimat? wątpię.
                Ja w swoim stroju mogłabym się pokusić o festiwal, chociaż zdjęłabym kamizelkę, bo przy wysokich temperaturach każda dodatkowa warstwa jest jak gwóźdź do trumny. Buty zamieniłabym na glaniory i zdjęłabym wszelką biżuterię, bo co jeśli skacząc pod sceną zahaczę bransoletką o czyjąś koszulkę? tłum bywa bezwzględny, więc byłoby pozamiatane. Także sami widzicie...ja osobiście w takim promowanym, modnym stroju, z punktu widzenia festiwalowej praktyczności, mogę chodzić...ale tylko na działkę.













                     kamizelka, top, torba H&M
spodenki Wrangler po mojej mamie, zaliczam je do kategorii vintage bo mają około 32lat:)

photo Zielony Wąż











Podobne posty:

Prześlij komentarz