Czy jestem szczupła?

/
0 komentarzy
/
7/18/2015


                                Kiedyś nosiłam okulary, miałam blond włosy i było mnie ponad 20-ścia kilo więcej. Niewiarygodne prawda? O ile blond włosy dało się przeżyć, chociaż przy mojej karnacji wyglądałam jak tania podróbka Barbie, to z wagą było dużo gorzej. 
                                     Los tak chciał, że w wyniku choroby przytyłam sporo w bardzo krótkim czasie. Można by rzec, że stało się to niemal z dnia na dzień. Miałam wtedy naście lat, zaczynałam szkołę średnią i nie radziłam sobie z sytuacją. Wiedziałam, że chodzi o moje zdrowie, ale mimo wszystko po wyjściu ze szpitala ciężko było mi zaakceptować siebie, dlatego zaczęłam się odchudzać. Walka trwała 3lata i była bardzo nierówna. Przechodziłam przez różne jej etapy. Od morderczych ćwiczeń, drakońskich diet, aż po nic niejedzenie. Pamiętam jaka byłam z siebie dumna, kiedy udało mi się przeżyć dzień na samym soku pomidorowym. Nie ważne było zdrowie, nieważna była cena, liczyła się tylko myśl, aby schudnąć i mieć lepsze życie. Bo człowiek, który chce schudnąć warunkuję swoje szczęście od spadku wagi ciała. Jeśli będzie 5kilo mniej, to będzie super, jeśli 7kg to już bosko, a 10kg to już wszyscy mnie będą kochać, adorować i świat będzie leżał u moich stóp. Tak więc marzyłam i chudłam. 
                            Pierwotne założenie było takie, żeby osiągnąć wagę 57kilo. Takie było moje marzenie. Tymczasem gdy wskaźnik pokazał 56kilo pomyślałam, że jeszcze ze dwa kilo i już. Kiedy ważyłam  52kilo myślałam jeszcze do 50-tki. I tak w nieskończoność, bo to działa jak pułapka, a ja właśnie w niej tkwiłam. Nie słuchałam nikogo. Miałam już początki bulimii, ale wciąż twierdziłam, że świetnie sobie radzę. Pamiętam, jak kiedyś przyszłam po siostrę pod jej szkołę. Powiedziała mi później, że jej koleżanki na mój widok pytały, czy czasem nie jestem chora. A przecież ja chudłam i czułam się tak dobrze. Z perspektywy czasu myślę, że opamiętałam się w ostatnim momencie i to całkiem przez przypadek. Po prostu wpadło mi w ręce moje zdjęcie z jakiejś imprezy, notabene nawet nie wiedziałam, że ktoś mi je zrobił. Wyglądałam na nim strasznie, zapadnięte policzki, wystające kości obojczykowe itd. Ale to, co mnie wtedy najbardziej przeraziło, to myśl, że ja pamiętałam tamten dzień i że czułam się wtedy super atrakcyjnie, a na zdjęciu ważyłam jakieś 41kilo i miałam same gnaty na wierzchu. Tego w ogóle nie widziałam. To był dla mnie szok.
                         Dzisiaj jestem już dobrych kilka lat po tamtych wydarzeniach. Kończę 32lata i ważę 48kilo. Myślicie, że czuje się szczupła? Codziennie myślę co zjadłam, ile zjadłam i czy jeszcze mogę zjeść, co drugi dzień jestem gruba, a co trzeci zaczynam się odchudzać. Gdybym mogła się cofnąć w czasie i poprosić wtedy kogoś o pomoc, aby móc poradzić sobie z chorobą i jej konsekwencjami, zrobiłabym to, bo po chorobie nie zostało ani śladu, a syndrom odchudzania zostanie już ze mną na całe życie. Ten pieprzony wskaźnik wagi, a wierzcie mi na słowo, bardzo ciężko jest z nim normalnie żyć.                          
















Podobne posty:

Prześlij komentarz