Łucznik

/
0 komentarzy
/
6/03/2015

                             Pamiętam, że w podstawówce, co dwa tygodnie w czwartek, biegłam do kiosku po nowe Bravo Girl. Miałam ich całą kolekcję. Uwielbiałam przeglądać strony o modzie i kącik DIY, któremu poświęcone były ostatnie kartki. Można się było z nich dowiedzieć, jak w prosty sposób przerobić sobie koszulkę, szorty, czy zrobić torebkę. Kiedy pierwszy raz do zwykłej białej bluzki doszyłam czarne, ażurowe rękawy ucięte z jakiegoś starego swetra, moja siostra (bliźniaczka:)) oznajmiła mi, że jeśli mam zamiar kiedykolwiek w tym wyjść i tak zaprezentować się światu, to ona od tego ręce umywa. Wyszłam. Ona szła kilka metrów za mną. Za to ja byłam dumna i zadowolona, choć z perspektywy czasu mogłam wyglądać co najmniej śmiesznie. Podobnie było na studiach. Do pociągu wsiadała wytatuowana dziewczyna, cała ubrana na czarno, z czarnymi dredami do pasa, a z torebki wyciągała parę drutów i motek włóczki. I tak codziennie ilością zrobionych oczek odmierzałam trasę z Katowic do Rybnika. 
                            Dlaczego o tym wszystkim piszę? dlatego, że jakiś czas temu wróciłam do tego typu robótek. Po nocach, w zaciszu swoich kilku ścian przerabiam, skracam, ucinam, doszywam, szyję, pruję wszystko co wpadnie mi w ręce. W ten właśnie oto sposób powstały prezentowane dzisiaj spodnie. Wykrój z Burdy, rozmiar 36. Alladynki, Haremki jak kto woli. Z racji tego, że mam gabaryty kurczaka wyścigowego rozmiar okazał się lekko za duży. Cóż...skrócę, zwężę i jakoś to będzie, bo podobno za setnym uszyciem wychodzi w miarę przyzwoicie. Także trzymajcie za mnie kciuki:) może kiedyś zobaczycie mnie w jakimś Project Runway:)













spodnie dzieło własne
top SH

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz