Mów mi Elvis

/
0 komentarzy
/
6/08/2014


                    O włosach napisano już chyba wszystko, o braku porozumienia z własnymi włosami już niekoniecznie. Z jednej strony kwestia odpowiedniej fryzury to sprawa powierzchowna, z drugiej natomiast, jest to dylemat natury esencjalnej o mocnym wydźwięku dramaturgii, a bywa, że i euforii. Obydwa uczucia każdemu są dobrze znane. Wiele można by pisać o łzach wylanych świeżo po wyjściu od fryzjera! Ciarki przechodzą po plecach do tego stopnia, że strach przed taką wizytą porównywalny jest do strachu przed gabinetem stomatologicznym, choć ponoć kto nie ryzykuje, ten nie żyje. Wiele policzyć można również zdjęć pstrykniętych tej bosko dobranej fryzurze, po to, aby uwiecznić to cudowne dzieło do następnego strzyżenia, a żeby nóż, widelec, naszemu styliście, nie posunęły się nożyczki o ten jeden włosek za daleko! Innymi słowy źle dobrana fryzura, może całkowicie załamać nasz światopogląd utrzymujący, iż faktycznie osoba widziana w lustrze, to nikt inny jak właśnie my. Natomiast ta dobrze dobrana łechta nasze, domagające się tego ego, szepcząc do ucha słodkie "mówi mi Elvis" i tego uczucia życzę każdemu:)
                       








  marynarka Mohito
bluzka no name
spodnie - stare portki potraktowane wybielaczem
buty Stradivarius

photo Zielony Wąż


Podobne posty:

Prześlij komentarz