Dzisiejszy zestaw, za wyjątkiem butów i paska, w całości skompletowany jest z ciuchów znalezionych w second handach i to wieki temu. Czemu o tym wspominam, bo jak się okazuje mało korzystam z rzeczy nabytych stosunkowo niedawno, czytaj czerwcowa, grudniowa wyprzedaż, a sięgam po stare, wysłużone ubrania. Nie wiem czy to kwesia tego, że kupowanie samo w sobie nie sprawia mi jakieś szczególnej przyjemności, czy fakt, że obecnie kupuje coś po to, żeby to mieć, a nie z tego korzystać. Pod pewnymi względami moja świadomość konsumenta kuleje, wedle zasady, im więcej możliwości, tym bardziej gine w oceanie nietrafionych wyborów. Tak właśnie stałam się konfekcyjnym inwalidą, który nie potrafi wykorzystać swoich zasobów, ale w każdej nowej rzeczy, sugerując się hasłami modowych influencerek, wypatruje stylizacyjnego odrodzenia szafy i koło się zamyka. Dlatego jestem na etapie poszukiwań wyjścia z tej całej sytuacji i nie chodzi tu o nagłe kultywowanie filozofii minimalizmu, w myśl idei wyrzuć wszystko i kup nowe, ale lepszej jakości. Chodzi raczej o obudzenie własnego potencjału i kreatywności, która drzemie gdzieś na dnie szafy, przytłoczona nieoderwanymi metkami. 





Kurtka/koszula/spodnie SH
buty Deichmann

photo Daniel











                                  Bycie zodiakalną wagą to mój największy dar i największe przekleństwo. Dwubiegunowość, dwie strony medalu, dwa końce jednego kijka i nieustanna analiza sprawiają, że wciąż jestem w egzystencjalnym impasie. Bo z jednej strony roznosi mnie energia na zmiany, na działanie, a z drugiej myślę, po co? Jednego dnia zachłannie przeglądam lookbooki, wybiegi, pokazy, by kolejnego dnia przy porannej kawie zadać sobie pytanie o sens tego całego modowego światka. Z jednej strony urzeka mnie co druga sieciówkowa bluzka, z drugiej myślę sobie "zasrany konsupcjonizm". Jednego dnia tworzę cudowny życiowo/motywacyjny wpis by na drugi dzień pomyśleć że trąci on banałem. I bez względu na obraną perspektywe, nie mogę jednoznacznie ocenić sytuacji, bo z jednej strony dobrze widzieć inne możliwości, a z drugiej fajnie jest być tej jednej na 100%pewnym.




botki CCC
spodnie Mohito/Anja Rubik
golf Second Hand
kurtka Mango

photo Daniel






                                      


                          Rok 2017 był trudnym rokiem pod wieloma względami. Trud podejmowania nowych wyzwań, realizacji siebie, a także, a być może zwłaszcza w stosunkach interpersonalnych. Wiele spraw nie wyszło jak należy, wiele osób mocno zawiodło, jednak na końcu tych 12miesięcy na nowo pojawił się duch walki. Dlatego sobie i Wam w nowym roku życzę abyście realizowali siebie i szli zawsze do przodu, a jeśli ktoś będzie chciał Wam stanąć na drodzę, to po prostu zostawcie go dalego w tyle. 




                                                                                                  Witaj 2018!!!





bomberka, koszula /H&M second Hand

photo Daniel






                              

                         Galimatias, zamieszanie i magia świąt. Coraz częściej czytam głosy, żeby nie wpaść w szał zakupów, prezentów, gotowania, dekorowania, nie dać się zwariować, a ja się pytam, a właściwie dlaczego nie? Dajemy się zwariować na punkcie mody, wystroju swoich mieszkań w których każdy kubek, dywanik i okładka książki na półce pasują do koloru ścian i stylu mebli, więc czemu nie zwariować na punkcie świąt? wszak to jedyny taki czas w roku. W zasadzie całe to zamieszanie to po prostu jakaś tradycja, którą sami napędzamy. W moim rodzinnym domu było bardzo liberalne podejście do świąt. Pewnie, że mama chciała aby jej pomóc w sprzątaniu, kuchni itd, ale nie pamiętam w związku z tym żadnego krzyku, zmuszania, nerwowości. Z dzieciństwa pamiętam najbardziej sam finał, więc z persektywy czasu chyba wart był tego zachodu skoro najbardziej zapadł w pamięć. Uwielbiałam ten czas. Nie był on mocno religijny bo nigdy nie byliśmy wychowani w mocno zakorzenionym katolicyzmie. Rodzice pozostawili nam spore pole do nabierania swoich poglądów, do ich weryfikowania i zdobywania własnej wiedzy w tematcie religii. Dlatego, gdybym wówczas oznajmiła mamie, że w wigilię jade na Bahama, nie usłyszałabym dezaprobaty. I nie dlatego, że mieliśmy w dupie święta, tylko dlatego, że w domu mieliśmy wolność wyboru.

                                Dzisiaj mając swoją rodzinę, przekazuję dalej tradycję świąt w duchu liberalnym, adoptując z całej tej otoczki, to co w moim odczuciu nie jest "bożonarodzeniową szopką". Nie jest idealnie, jak w reklamach barszczu winiary, ale nie mamy z tego powodu jakiś bożonarodzeniowych stanów depresyjnych. Cały ten gwar, sam na swój sposób jest wyjątkowy i nawet jeśli urobie sie po łokcie, to wspomnienia mojej córki będą wartę tej pracy. A jeśli kiedyś będzie je chciała przeżyć całkiem po swojemu, zrobię tak, jak zrobiłaby moja mama, po prostu mocno będę jej kibicować. 
                                     








spodnie, koszula/H&M

photo Daniel




                                  
                                     











sweter Second Hand
spodnie Mohito
botki CCC

photo Daniel