sweter Second Hand
spodnie Mohito
botki CCC

photo Daniel







                                      

                       O tych butach mogę powiedzieć jedno, są mega wygodne, stylowe i przede wszystkim CIEPŁE! Bo otóż, moi Drodzy Czytelnicy, w okresie jesienno zimowym na pierwszym względzie mam przede wszystkim to, żeby nie marznąć. A zaznaczyć muszę, że marznę zawsze i wszędzie, więc tym bardziej cieżko mi zaspokić moją potrzebe ciepłego obuwia, czy też ubrania. Ostatnie zimy, przechodziłam w trekkingowych Salomonach, ale umówmy się, z "feszyn" nie mają one za wiele wspólnego. Za to żaden śnieg, deszcz i mróz nie są im straszne. Generalnie zawsze zastanawia mnie filozofia zimowego obuwia, zwłaszcza tego na cienkiej podeszwie? Albo filozofia zimowych płaszczy, które są tak cieniukie, jak plasterki szynki krojone w osiedlowym mięsnym przez panią Bronie. Wszystko jest piękne i ładne, ale na wystylizowanych manekinach, które zazwyczaj wszystko mają porozpinane (wiem, bo sama też je tak stylizowałam) za to z praktycznego punktu widzenia, kiedy na zewnątrz mamy zero stopni, wiatr, śnieg i gradobicie, to w czterech literach mam cały ten dizajn. Za to te buty spełniają moje wymagania i mam nadzieję, że w temperaturach minusowych też mnie nie zawiodą.







marynarka/spodnie/Second Hand
golf H&M
buty Lasocki

photo Daniel



                                   

                                    



                                  Czasem czuję się, jakbym była wobec Ciebie nie wporządku Drogi Czytelniku, bo na zdjęciach przedstawiam siebie zawsze bardzo poważnie, a tak po prawdzie w rzeczywistości śmieje się na okrągło. I chociaż nie lubię swoich mimicznych zmarszczek, których z roku na rok mi przybywa (wszystkim mówie, żeby mnie nie rozśmieszali bo mam ich coraz więcej) to jednak właśnie taki mój obraz, jest tak naprawdę tym najbardziej prawdziwym.





buty Lasocki/ służa mi już czwarty sezon
spódnica Mohito
sukienka TKmaxx

photo Daniel



                                           

                                       

                                   Idąc z duchem czasu nie zawsze lubię zmiany. Pamiętam jak w buntowniczym okresie dojrzewania namiętnie suchałam Chylińskiej. To była piękna nić porozumienia, która pomagała mi przejść przez czas niezgody na wszystko, co wybiegało poza moje granice emocji, empatii i zrozumienia. Ten bunt, krzyk, samotność. Później wyrosłam ja, wyrosła ona, mimo to nie mogłam zrozumieć, jak mogła się aż tak zmienić, chociaż ja sama się zmieniłam. Ale nie ona! Ona nie mogła, nie miała na to społecznej zgody, bo to przecież Chylińska, TA Chylińska. Nagle inna, uśmiechnięta, wesoła. Z czasem pogodziłam się z tym faktem, ale nie mogłam słuchać Modern rocking bo jednak za mało było we mnie akceptacji. Dzisiaj wciąż lubię Chylińską, ale słucham tylko starych płyt. Z modą i blogami jest podobnie. To już nie są nasze koleżanki z podwórka, z którymi mogłyśmy się utożsamiać, które pokazywały nam, że nawet jeśli, tak jak większość nic nie mamy, to jednak nie musimy wyglądać jak wszyscy. Dzisiaj to dziewczyny z okładek, wysłające nam całuski z ciepłych krajów. To już nie są zdjęcia pod blokiem, a wspaniałe edytoriale modowe z różnych krańców świata. I mimo, że ta zmiana była nieunikniona, nie potrafię jej do końca zaakceptować. Dlatego szukając inspiracji wracam do starych archiwów. Gdzieś gdzie to wszystko się zaczęło, gdzie kreatywność zastępowała konsumpcję, a jedna para butów pojawiała się w każdym wpisie i nikt nie uważał, że to obciach. I skoro sama Chylińska powoli wraca do dawnych korzeni, to może i w blogowej materii w końcu coś pęknie. Bo tak naprawdę nie chodzi o brak akceptacji, tylko o fakt, że zmiany są fajne, jeśli są zmianą na dobre. A jeśli zalewa nas fala lookbooków Zary, H&M itd. to ja zdecydowanie wybieram tę jedną parę butów. 



spodnie, wełniany sweter Second Hand
Kurtka Bershka (z zeszłego roku)

photo Daniel



                                          


                                   Listopad to ten miesiąc, kiedy wahania nastrojów dają nam się we znaki. Walczymy z nimi na wiele sposobów racząc się czekoladą, sprawiając sobie drobne przyjemności, bądź zaklinając szary dzień kolorem. Mimo, że biometr kompletnie mi tego dnia nie sprzyjał, postawiłam na mocne zestawienie kolorystyczne. Jak zapewne wiecie, jestem miłośnikiem kupowania w second handach, w których zawsze można znaleźć coś oryginalnego i niepowtarzalnego, a do tego w dobrej cenie. W takich miejscach najczęściej idę na żywioł, szukając czegoś co przykuje moją uwagę ciekawym kolorem, fasonem, wzorem. Często szukam też odpowiedników konkretnych rzeczy, które w danym sezonie lansowane są na wybiegach. Tak właśnie z moim szczęściem poszukiwacza skarbów trafiłam na te spodnie. Fajne, skórzane, do tego obecnie mocno w trendach jest kolor czerwony i wysoki stan spodni, zatem czego chcieć więcej. Prosta nogawka jest jak na mój wzrost nieco za długa, ale ma też swój urok więc narazie podwijam je do środka, bo jeszcze nie zdecydowałam się na skrócenie. Spodnie podkręciłam kolorem niebieskim. W moim odczuciu to bardzo charakterne zestwienie, którym zdecydowanie wyróżniałam się na tle listopadowych odcieni. 












spodnie Second Hand
koszula GreenPoint
kurtka Vila

photo Daniel