Temat wiary, to zawsze śliski temat. Niby każdy ma prawo do swoich wierzeń i przekonań, ale prawo to sięga tylko tam, gdzie kończy się cudza tolerancja.
                                      W naszym domu traktujemy święta jak piękną tradycję, której magię nie da się z niczym porównać, jednak unikamy utożsamiania tego czasu z wiarą, bo na ten temat mamy nieco inne wyobrażenie niż to, które znamy z nauk katolickich. Nie mniej choinka, ozdoby, prezenty, to nasze ludzkie wymysły, które umilają ten czas dodając mu niezwykłego czaru, z którego i my korzystamy, pomijając oczywiście wszelkie motywy i symbole religijne.

                                 
                                       Pamiętam kiedy miałam 5lat, był wieczór, a na drugi dzień miał być w przedszkolu bal przebierańców. Razem z siostrą miałyśmy przygotowane sukienki w kwiatuszki i do tego miał być piekny wiosenny wianek. Zasypiałam ze strachem, czy mama zdąży go zrobić, w końcu jest po pracy, zmęczona, a było już póżno i wiedziałam, że rano też będzie musiała wstać do pracy. I pamiętam, że kiedy rano otworzyłam oczy mamy już dawno nie było w domu, ale za to koło łóżka czekały na nas dwa piękne wianki z kwiatami z bibuły. Były! Zdążyła! jak ona to zrobiła, skąd brała te siły?
                                      Dzisiaj kiedy mnie samej zdarza się szyć do 2giej w nocy, wiedząc, że rano muszę wstać do pracy, wiem, że mam tę super moc. Dostałam ją we wspomnieniach od mojej mamy i teraz staram się ją przekazać we wspomnieniach mojej córki. Dlatego w tym roku, wzbogacając naszą świąteczną tradycję, postanowiłam zrobić dla Mili kalendarz adwentowy. Nie lubię tego określenia, bo tak jak wspomniałam nie ma to dla nas znaczenia religijnego, jest to jedynie kalendarz odliczający czas do miłych świąt, więc wykorzystując te idee pomyślałam, że to bardzo sympatyczna akcja, która daje dziecku radość tu i teraz i która na pewno zostanie w jego wspomnieniach. 

               
                                     Pomysłów do stworzenia kalendarza przejrzałam naprawdę sporo, aż w końcu moje serce zdobył kalendarz znaleziony w serwisie pinterest. Prosta konstrukcja choinki i na niej zawieszone 24 koperty. W swojej wersji wykorzystałam zalegające w szafie skrawki materiałów z których uszyłam 24 woreczki na małe prezenciki. Moja córka uwielbia wszelkie pierdółki, więc taką zawartość mieszczą nasze woreczki. Są w nich karty, figurki kucyków pony, długopis Elsy, notesik, mały zestaw do makijażu, gra pchełki, gumki, spineczki, breloczki itd.  Kalendarz bardzo pobudza  jej ciekawość, ale też uczy cierpliwości co w przypadku naszej Mili ma ogromne znaczenie:) Myślę, że kalendarz pojawi się u nas również w kolejnych latach i szczerze się przyznam, że w głowie mam już nowe pomysły na jego realizację.

Filcowe zawieszki to również moje dzieło, bo jak przystało na rockową babkę te robótki ręczne bardzo mnie uspokajają:)




























                                             


                                             Chociaż ostatnimi czasy wiatry mi nie sprzyjają (albo brakuje czasu, albo pogody, albo mamy awarię sprzętu) nie porzuciłam blogowania. Publikując w sieci swoje zdjęcia robię to dla siebie, ale także dla kogoś po tej drugiej stronie monitora, kogo być może zainspiruję swoim stylem, przekonaniem, sobą. 

                                                 Lubię ciuchy i bawienie się modą, chociaż staram się w tej swojej pasji nieco odejść od posiadania, kupowania i prezentowania stale nowych rzeczy. Wiadomo, że nowa para butów zawsze poprawi humor, ale suma sumarum żadnego problemu nie rozwiąże. W dużej mierze moje myślenie zmieniła obserwacja córki, która nieustanie myśli tylko o tym, aby kupić jakąś (jakąkolwiek) nową zabawkę. Nie potrafi cieszyć się z tego co dostaje, bo już myśli o tym czego nie dostała i co chciałaby jeszcze dostać. Nie wiem czy to mój błąd w wychowaniu, czy obecnie aż tak olbrzymi jest wpływ reklamy, że wszystko co widzimy po prostu odrazu chcemy mieć. 
                                                 
                                                 Będąc dzisiaj na zakupach w zwykłym spożywczaku, Mila rzucała się na wszystko co kolorowe nieustannie pytając "mogę, mogę, mogę". Natomiast ja fanatycznie wręcz czytam wszystkie etykiety i jestem przerażona tym, co producenci pod tą piękną, kolorową postacią nam serwują. Próbuję więc przemycić córce trochę mojej wiedzy, tłumacząc, że ten piękny, cudownie pachnący cukierek to tak naprawdę ukryta tablica Mendelejewa. Niestety ona tego nie rozumie, nie rozumie czemu wszyscy mogą, a ona nie. To trudne czasy, w których odniesieniem do naszego sposobu myślenia i funkcjonowania są właśnie owi "wszyscy". Nie mówię, że trzeba całkiem zaszyć się w domu albo chodzić w jednych butach do samego zdarcia cholewki, ale jestem zwolennikiem umiaru, bo dzięki niemu potrafimy się cieszyć z tego co mamy, bez względu na to, co nieustannie podsuwają nam marketingowcy.               
                                                 










kurtka pożyczona od siostry
skórzana marynarka, garniturowe spodnie/SH
golf H&M
koszulka Pull&Bear

photo Daniel




                                             Mam to szczęście, że mój tata jest tzn "złotą rączką" i to właśnie jemu zawdzięczam ponowne odpalenie mojego okna na świat. Dzięki tato.

                                             Na widok koszulki sygnowanej serialem Stranger Things córka podniosła wysoki pisk podekscytowania. Natomiast stojąca obok niej mama była wyraźnie zdziwiona i zaskoczona entuzjazmem swojej córki, po czym wybór tegoż odzienia skwitowała wzruszeniem ramion i skierowanymi do mnie słowami "Nie mogę nadążyć za tą moją młodzieżą, a tu trzeba im jeszcze jakieś wartości przekazać". 

                                            Wartości, szacunek, dobro, miłość do bliźniego, miłość do ojczyzny, o której w ostatnich dniach sporo się mówi. Osobiście nie brałam udziału w marszach z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Oczywiście ta kwestia nie jest mi obojętna, ale w sercu mam zawsze dysonans związany z patriotyzmem. Cieszę się i jestem wdzięczna, że żyje w wolnym kraju, chociaż czuje, że w wielu kwestiach jestem w nim pozbawiona własnego zdania i wyboru. Gdyby nadszedł czas, w którym trzeba byłoby chwycić szablę w dłoń, poszłabym walczyć, chociaż kiedy zobaczyłam kolację, jaką moje dziecko dwa dni temu dostało na oddziale chirurgii szpitala dziecięcego pomyślałam, że to nie w porządku, że chyba coś tu jest nie tak.  Kocham mój kraj, jego krajobraz, kulturę, tradycje i obyczaje, ale często mam wrażenie, że jestem we własnym kraju okradana, oszukiwana, że na każdym kroku muszę płacić bardzo wysokie klimatyczne w postaci różnych, absurdalnych opłat za to, że właśnie na tej ziemi przyszło mi żyć. Kraj wciąż podzielony, rozerwany, wolny, chociaż niejako zniewolony, otwarty chociaż hermetyczny, gdzie na każdym rogu zamiast życzliwości można otrzymać nieźły wpierdol za nic, gdzie strach zostawić pod blokiem rower, czy nawet psa przed sklepem (moją Aurę w ten właśnie sposób chcieli mi ukraść). Kraj paradoksów i kontrastów, gdzie tak naprawdę większość wartości zależy od punktu siedzenia. Jak zatem je kultywować i przekazywać dalej? jeszcze do końca nie wiem, ale mam nadzieję, że za kilka lat moja córka nie będzie musiała ich szukać w przeglądarce Google. 
                     
                                               
                                       














Jeansy Pull&Bear
kamizelka Tally Weijl

photo Daniel



                                         


                                             Ci z Was, którzy w dzisieszych czasach jeszcze ukradniem zerkają na facebooka znają powód mojej ostatniej nieobecności. Dla tych, dla których facebook już dawno stał się przeżytkiem nadmienie, że przez ostatni czas każdą wolną chwilę poświęcałam na przygotowania do 5-tych urodzin Milki. Zrobiłam kilka kadrów z tego wydarzenia, więc pewnie niebawem pokaże Wam tutaj owoc tych zarwanych nocy.  Teraz, kiedy po-urodzinowe emocję już opadły pora nadrobić kilka szafiarskich kadrów. 
                                               W lipcu moje konto w serwisie instagram ponownie zostało shakowane i mimo wielu maili z prośbą o pomoc w tej sytuacji, konta niestety nie udało się odzyskać. Ma to swoje plusy i minusy. Minusy wiadomo mniejszy zasięg, plusy natomiast są takie, że nie kusi mnie obserwowanie innych kont, nie porównuje swoich zdjęć do cudzych, nie gnębie się małą ilością polubień. Daje mi to wewnęrzny spokój, który wynika z nieświadomości istnienia tego miliona lepszych odemnie blogerek. To wszystko zbiegło się w czasie także z moją zmianą koloru włosów, która naprawdę dała mi nowe życie, a co za tym idzie zadowolenie z siebie, a także zadowolenie ze swojego wyglądu. I jakoś tak zwyczajnie biegnie mi czas bez tego instagrama, że już teraz niekoniecznie za wszystkim chcę nadążyć. Zwalniając tempo,  uwolniłam się od presji i odkryłam prawdziwą radość z tego co robię i jakie mam to swoje życie. I faktycznie jak to mawiają, lepiej późno niż wcale.














spodnie Pull&Bear
sweter Zara/SH
botki CCC






                              



                   Zapytała mnie, czy może być Elsą, odpowiedziałam córciu możesz być tym, kim tylko sobie zamarzysz. Na młodej 5-cio letniej twarzyczce widać było zamyślenie i sflustrowanie
A co będzie jak zmienie zdanie? Hmmm To spróbujesz czegoś innego, bo w życiu trzeba wiele rzeczy spróbować, żeby wiedzieć czego naprawdę chcemy. Mila wyciągneła małą rączke przed siebie i oddzielając paluszki zaczeła w swoim dziecięcym skupieniu liczyć to najpierw będę Meridą, Roszpunką, Anną, Arielką a później Elsą. Wtedy przypomniała mi się mała Justynka z dawnych czasów, tych, w których wierzyła we wróżki i marzyła żeby mieć zaczarowany ołówek, dlatego z uśmiechem pełnym aprobaty odpowiedziałam Myślę, że to dobry pomysł. Na tę słowa Mila niczym w odchłani pełnej zagubionych klocków, niesfornych papierków, połamanych kredek i poniszczonych lalek zaczeła poszukiwać wszelkich, przydatnych jej ta tym etapie życia rekwizytów. Zatem wracając do swoich domowych zajęć w spokoju nasłuchiwałam jak przewalają się wszystkie szuflady, szafki i pudełka. Aż w końcu zapadła cisza, po której dumnym, książęcym krokiem do kuchni weszła Ona przebrana w sukienkę Elsy, z dopiętym, złotym warkoczem Roszpunki, dzierżąca w ręce łuk Meridy, w drugiej trzymająca zwinięty koc imitujący syreni ogon Arielki oraz z wciśniętą za pas laleczką Anny z Krainy Lodu.
Mamo a strój kucyka Pony też mi uszyjesz ?
Nie miałam już wyboru, to w końcu jej dzieciństwo. 
Jasne że tak córeczko:) 











Jak widać coraz lepiej odnajduje się w ciepłych barwach

photo Daniel