Nie samą modą kobieta żyję, więc jak przystało na płeć piękną dużą uwagę przykładam również do pielegnacji ciała, włosów, twarzy itd. Zatem kiedy w moje ręcę wpadnie kosmetyk, który faktycznie działa, chętnie dzielę się z Wami tym odkryciem. Dzisiaj przedstawię Wam cudotwóczy produkt do twarzy i nie tylko. Ale zanim przejdę do meritum przypomnę Wam historię mojej cery, walki z trądzikiem i kolosalnym przesuszeniem skóry. 

                                     
DUAC

Zatem wrócimy na chwilę do początku. Jeśli chodzi o zastosowanie Duac'u w walce z trądzikiem ciężko mi go całkowicie odradzić, bądź z czystym sumieniem polecić, ponieważ produkt poradził sobie z trądzikiem wzorowo, ale kosztem totalnie przesuszonej skóry, która była odwodniona, pękająca, piekąca itd. Sam proces leczenia rówież nie przebiegał bezproblemowo, ponieważ twarz w czasie trwania kuracji była podrażniona, wysypana masą wykwitów itd. Plus natomiast jest taki, że od czasu zakończenia kuracji ( w lutym będzie rok) po trądziku nie ma już śladu. Owszem zdarzają się  sporadyczne przypadki wykwitów, zwłaszcza w okresie owulacji, ale nic pozatym. Także z efektów jestem bardzo zadowolona, mimo, że z suchością skóry walczę do dnia dzisiejszego. Dla zainteresowanych ujawnię moje zdjęcie z okresu kuracji i po jej zakończeniu. Odrazu nadmienie, że nie ma tutaj żadnej obróbki. Efekt końcowy jest bardzo satysfakcjonujący, ale jak widać po zdjęciu z lewej strony, w trakcie kuracji niestety nie było kolorowo.





NAWILŻENIE, NATŁUSZCZENIE

Jeśli chodzi o nawilżenie skóry twarzy wciąż stosuję kosmetyki, które polecałam Wam we wcześniejszych wpisach tu i tu. Staram się nie zmieniać tego żelaznego repertuaru, gdyż moja cera na wszelkie zmiany bardzo źle reaguje. Jednak w związku z tym, że nadeszła jesień postanowiłam ponownie zacząć stosować Vichy Liftactiv Advanced Retinol, wszak o cudownym działaniu złuszczania wciąż wiele się piszę i mówi. Niestety już po tygodniu stosowania Vichy okrutnie wysuszył moją tak skrupulatnie pielęgnowaną przez ostatnie miesiące skóre. Wtedy idąc przez targowisko na jednym z drogeryjnych stoisk na malutkiej buteleczce zauważyłam napis SOS, który natychmiast przykuł moją uwagę.







EVELINE SPECJALISTYCZNY OLEJEK PIELĘGNACYJNY

Eveline specjalistyczny olejek pielęgnacyjny na 5 problemów skóry. Jak zapewnia producent olejek powinien świetnie poradzić sobie z bliznami, rozstępami, nierównomiernym kolorem skóry, skórą suchą, podrażnioną, ma również poradzić sobie z pierwszymi oznakami starzenia. Olejek przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry odwodnionej, suchej, wrażliwej. Jego cudowne działanie ma zapewniać połączenie wielu olejków, które działają regenerująco na naszą skórę. Skład jest naprawdę obiecujący, gdyż produkt fatycznie zawiera około 90% samych olejów min. rumiankowego, agranowego, sojowego, rozmarynowego,  oleju z nasion słonecznika i oleju mineralnego. Jak piszę producent na opakowaniu:

"Specjalistyczny olejek pielęgnacyjny do skóry twarzy i ciała to wszechstronny, bogaty w składniki aktywne eliksir młodości, który skuteczne poprawia kondycję skóry, przywracając jej aksamitną gładkość i miękkość w dotyku. Wyselekcjonowane, drogocenne olejki naturalne działające w synergii z witaminą E zapewniają spektakularny efekt regeneracji, zwalczając oznaki starzenia się skóry: zmarszczki, odwodnienie i utratę elastyczności. Składniki aktywne stymulują odnowę komórkową i wzmacniają skórę. Formuła olejku intensywnie nawilża i wygładza, doskonale ujędrnia i napina, wykazuje wszechstronne działanie przeciwstarzeniowe i odmładzające. Poprawia gęstość i sprężystość naskórka. Neutralizuje działanie wolnych rodników. Przywraca komfort nawet bardzo suchej, odwodnionej i szorstkiej skórze. Olejek systematycznie stosowany pomaga poprawić wygląd blizn i rozstępów, rozjaśnia przebarwienia i zapobiega powstawaniu nowych. Natłuszcza skórę, tworząc na jej powierzchni ochronną barierę lipidową, która chroni naskórek przed utratą wilgoci i działaniem czynników zewnetrznych ( chłód, wiatr, promieniowanie słoneczne). Skutecznie koi i łagodzi podrażnienia. 
Wskazania: każdy rodzaj skóry, w każdym wieku, również skóra sucha, wrażliwa i odwodniona. 







STOSOWANIE:

Olejek stosuje na twarz oraz włosy. Można go również stosować jako nawilżenie dłoni, suchej skóry łokci i kolan. Po demakijażu okrężnymi ruchami wmasowuję go w skórę twarzy. Olejek nie jest produktem dla osób, które najbardziej na świecie nie lubią uczucia lepkości. Bowiem owszem olejek szybko się wchłania, jednak jego konsystencja pozostawia skórę tłustą. Dla mojej okrutnie wysuszonej skóry takie odczucie natłuszczenia jest wręcz zbawienne i bardzo kojące, więc w pełni akceptuję tę drobną wadę stosowania. Jeśli chodzi o włosy olejek stosuje w dwojaki sposób. Albo na noc wcieram go w wilgotne (nieumyte) włosy i rano myję głowę, albo na umyte i osuszone ręcznikiem włosy wcieram go w końcówki. 


OLEJEK, A TRĄDZIK

Jeśli chodzi o problemy z trądzikiem bałam się, że olejek będzie mnie zapychał przyczyniając się do powstawania zaskórników, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Olejek stosuję już trzeci tydzień i skóra jest cudownie miękka, aksamitna i miła w dotyku. Z czystym sumieniem mogę napisać, że olejek poradził sobie z moim przebarwieniami po trądziku. Nie znikły całkowicie, ale ich koloryt się ujednolicił, dzięki czemu nakładając podkład skóra ma bardziej wyrównany odcień. W internecie jest wiele opinii na temat tego produktu odnoszących się właśnie do problemu zapychania porów. Przy mojej cerze z tendencją do trądziku nie pojawiły się żadne niechciane niespodzianki, także myślę, że każda skóra jest inna, więc samemu trzeba się przekonać. 



WADY I ZALETY

Dla wielu osób wadą może być uczucie lepkości i tłustej skóry, wszak w końcu to olej, więc nie da się tego uniknąć. Wadą jest również fakt, że olejek nie działa cudotwórczo na blizny i rozstępy. Dla mnie nie ma to znaczenia, gdyż nie te jego walory zachwalne przez producenta były dla mnie w jego działaniu najistotniejsze. Do zalet natomiast zaliczyć mogę wszechstronne działanie (ciało, twarz, dłonie, włosy) i przedewszystkim to, że olejek naprawdę nawilża skórę pozostawiając ją miękką, aksamitną i gładką. Zaletą jest także jego wydajność. Oleista konsystencja sprawia, że wystarczy nakładać niewielką ilość aby posmarować nim całą powierzchnię dłoni, twarzy, łokci itd. 
Cenę olejku (ok 25zł) również mogę zaliczyć do grona zalet, biorąc pod uwagę jego wszechstronne zastosowanie, także myślę, że warto mieć w swojej łazience taki produkt. Ja napewno kupię kolejne opakowanie, a Wam osobiście bardzo polecam wypróbowanie tego eliksiru młodości















                                          


                                Z trendami jest tak, że szybko się pojawiają i szybko odchodzą wraz z nadejściem kolejnej pory roku. Są również i takie, które nieustannie wracają co sezon, lub te, które na stałe wpisane są w klasykę mody. Ja w trendach staram się odnaleźć swój pierwiastek i jak to w życiu bywa z niektórymi ciężko mi się rozstać, inne z kolei w ogóle mnie do siebie nie przekonują. Prezentowany dzisiaj off shoulder, to zdecydowanie ten trend, który zostanie ze mną bez względu na porę roku. Bo chociaż po lecie, oprócz wakacyjnych zdjęć, nie został już nawet promyk słońca, to czemu nie przemycić go trochę w stroju? Oczywiście warstwowo, bo wbrew pozornemy odczuciu, że strój nie nadaje się na jesień (u mnie dzisiaj ma być 14stopni!) to mam na sobie cztery długie rękawy. 
                                        W sezonie letnim, kiedy off shoulder nie schodził z wybiegów, lookbooków, blogów i gazet, nie mogłam znaleźć dla siebie żadnego, ciekawego egzemplarza. Przyszedł listopad i proszę, na jednym z najbardziej pospolitych polskich bazarów, między pietruszką, marchewką i sałatą znalazłam dla siebie koszulę, kórej bez wątpienia mogę nadać status idealnej. To co najbardziej mnie w niej urzekło, to lekkość materiału i rękawy rodem z czterech muszkieterów. Jest nonszalancko, a przy tym rockowo. Zatem nic tylko dać mi szable i mogę podbijać świat.










koszula no name
spodnie TopShop/KateMoss/SH
golf Mark&Spencer
kurtka Mango

photo Zielony Wąż





                                        

                    Czasami zdarza nam się kupić jakieś ubranie, bo samo w sobie bardzo nam się podoba, ale w trakcie podejmowania zakupu nie bierzemy pod uwagę pomysłu na daną rzeczy i przede wszystkim jej użyteczności.  Efekt jest taki, że w szafie zalega masę rzeczy, a w zasadzie nie ma co na siebie włożyć. Osobiście staram się unikać takich wyborów zakupowy, ale przyznaję, ta kamizelka była właśnie takim strzałem. Kupiłam ją ponad dwa lata temu i miałam ją na sobie dwa razy, z czego ten drugi właśnie dzisiaj Wam prezentuje. Najłatwiej i najrozsądniej byłoby ją sprzedać, bo po co ma się kurzyć, ale pomyślałam, że jak już jest, to trzeba ją wykorzystać i znaleźć na nią jakiś sposób. Zatem potraktowałam to trochę jak wyzwanie, ale szczerze zanim ugryzłam jak ją zestawić tak, aby efekt końcowy nie przypominał wielkiego ptaka z ulicy sezamkowej, to trochę bałaganu w szafie narobiłam. Żeby było ciekawiej na wieszaku pod futrzaną kamizelką znalazłam drugą, wełnianą również kupioną dwa lata temu i również założoną tylko raz, więc po kolejnej nieudanej próbie stylizacji z ciekawości założyłam dwie naraz i voila, ku mojemy zaskoczeniu uzyskłam ten efekt, który idealnie mnie zadowolił. Jest ciepło, wygodnie i efektownie, a bałagan? no cóż, jak to mówią wszystko ma swoją cenę.
















spodnie TopShop/Kate Moss/SH
golf Mark&Spencer
wełniana kamizelka Vila
futrzak no name

photo Zielony Wąż



                                            

                 

                 Udało się, zamknięci w czterech ścianach dzielnie przetrwaliśmy te dwa tygodnie, chociaż nie powiem, łatwo nie było. Pomimo miliona pomysłów Mila i tak w ciągu dnia nudziła się jak mops. Wyklejanki, rysowanki, plasteliny, piasek i inne cuda nie zastąpią dziecku towarzystwa innych dzieci. Na szczęście już jesteśmy na finiszu i mogliśmy już wyjść chociaż na chwilę na świeże powietrze. Oczywiście z aparatem. Dzisiejszy zestaw jest nieco elegancki, ale z odrobiną zadziorności. Głównym akcentem jest cieniowana sukienka, którą z racji pogody założyłam do wąskich, jeansowych rurek. Do tego klasyczny czarny płaszcz i modne w tym sezonie botki na słupku. To ten typ zestawu, który sprawdzi się zawsze wtedy, kiedy nie mamy czasu, albo pomysłu na zestaw dnia. Klasyczny, prosty i wygodny, ale przede wszystkim z charakterem.









sukienka/tunika Vila
płaszcz Mohito
botki Deichmann
spodnie SH

photo Zielony Wąż







                                     
                                          Z racji tego, że Mila choruję i przy okazji wszystkie osoby mogące nam pomóc w opiece również są chore (sezon grypowy w pełni), jesteśmy uziemieni w domu. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zabraliśmy się za solidne porządki przeczesując każdy zakamarek mieszkania w poszukiwaniu zbędnych gratów, ciuchów, zabawek, pierdółek itd. Tym właśnie sposobem, wietrząc zapchaną do granic możliwości szafę natknęłam się na "Danielową" kurtkę. Na Daniela już ciut za mała, na mnie ciut za duża, co absolutnie nie przeszkodziło mi w zawłaszczeniu jej do swojej garderoby. Kurtka ma fajny, militarny fason (militarny trend co roku wraca jak bumerang), a jej głównym atutem jest to, że jest ściągana w pasie sznurkiem, dzięki któremu mogę nadać jej bardziej kobiecy charakter zarysowując w ten sposób linię talii. Zestawiona z delikatnymi, kobiecymi dodatkami prezentuję się naprawdę imponująco. Ciekawie wyglądałaby również w wersji wieczorowej np. do małej czarnej i delikatnych sandałków. Napewno wykorzystam ją jeszcze w wielu stylizacyjnych kombinacjach, bo jest naprawdę bardzo inspirująca i pomyśleć, że wisiała nieruszana te kilka wieszaków obok, cóż za straszne marnotractwo, wstydź się blogerko!:)








kurtka Helikon
bluzka Mango
spodnie SH

photo Zielony Wąż