Nie lubię odkrywać swojego ciała. Epatowanie nagością wciąż mnie zawstydza, co zdaje się być czymś całkiem odosobnionym w czasach, kiedy dla większości jest to odruch naturalny. Całkiem niedawno, w jednym z artykułów na temat rosnącej popularności instagrama przeczytałam, że to, co obecnie najlepiej się sprzedaje to właśnie nagość, zdjęcia biustów, zdjęcia w bikini itd. O ile zdjęcia muśnięte delikatną intymnością, czy seksualnością potrafią być naprawdę piękne, o tyle zdjęć w bieliźnie z podpisem "good morning" albo "lazy day" kompletnie nie potrafię zrozumieć. W moim świecie pewną kobiecość, seksowność, można wyrazić na wiele innych sposobów, dlatego w sercu żywię głęboką nadzieję, że intymność ponownie zatoczy koło i wrócić do swojej dawnej granicy. Bo w tym aspekcie nie warto iść z duchem czasu, nie ma w tym klasy, smaku, dobrego gustu. Jest za to obsceniczność, a nawet wulgarność i naprawdę szkoda, że fajną treść zamienia się w zdjęcia rodem z playboya. 
                      To tak, jak z muzyką, jeśli czyste dźwięki wyzwalają w nas dreszcze, to przyznacie sami, że jakakolwiek tancerka z gołym tyłkiem w tyle jest nam po prostu zbędna. 

















kurtka, spodnie Pull&Bear
koszula Cropp

photo Daniel





                                   
                                               

                         
                         Czasem robiąc te zdjęcia czuje się nieco... hmmm"niewłaściwie"? Może za bardzo analizuje czy aby mój wiek nie jest już zbyt nieadekwatny do takich wygibasów. Z drugiej strony bardzo to lubię. Czasem zestawiając ubrania np do wyjścia z domu nachodzi mnie myśl, że fajnie byłoby w tej stylówce zrobić zdjęcia. Kwestia nawyku. Kiedy chodzę po jakieś galerii, zawsze oglądam witryny, studiując prezentowane na manekinach zestawy, ułożenie setów wewnątrz danego sklepu, dobór kolorystyki, rodzaj materiałów i sposób ich łączenia. Czasem chodzę po sklepach właściwie tylko po to, nie skupiając się w ogóle na aspekcie konsumpcyjnym mnie jako klientki. Ale są też i takie dni w których nic mi się nie podoba, a ja czuje się ze sobą fatalnie, jakbym nie dopracowała jakiegoś elementu i całe puzzle w łeb. Jestem wtedy po prostu paszczakiem w brudnych od śniegu buciorach, w zakłaczonym psią sierścią płaszczu, z brakami w lakierze na paznokciach i z siatką pełną zakupów, która akurat w ten dzień nie może być fajną papierową torbą, a musi być ordynarną foliówką z czerwonym logotypem Biedronki. Ot mój prywatny dramat. Tłumaczę sobie, że owszem nie można mieć wszystkiego, nie każdy jest idealny, a i paszczak może mieć swoje atuty, ale umówmy się, w żaden inny dzień tak mi nie spieszno do domu. Bo zwykła codzienność czasami bywa zdecydowanie bardziej brutalna niż te kilka kadrów, ale na całe szczęście są też dni, w których czuje się super i znowu jestem w pełni gotowa je robić. 
                                                     










tunika No Name
jeansy Pull&Bear
kurtka Mango








Potrafię godzinami słuchać jednej piosenki
Wiecznie rozlewam kawę, 
Uwielbiam oglądać baśnie
Uśmiecham się do poduszek, kiedy je wyszywam
Najbardziej bolą mnie słowa
Nienawidzę pośpiechu
Czasami mam ogon
Kiedy gotuje, to przez dziurawe ręce
Kocham układać puzzle
Nieustannie mi zimno
Dużo mówię
Bywam nieśmiała
Na okrągło jadłabym szpinak
Nie umiem odmówić sobie sernika
Mam potworne łaskotki
Od dziecka męczy mnie choroba lokomocyjna
Nie lubię zapachu gotującego się mleka
Panicznie boję się ciem
Wierze, że karma powraca
Ciągnie mnie do ludzi
Mam rockową duszę
Jak każdy popełniam błędy
Nigdy nie wiem, gdzie mam telefon
Znam na pamięć całą Pchłę Szachrajkę
Często mówię do siebie na głos
  ...

Mam na imię Justyna
 i lubię siebie
















spodnie Pull&Bear
sweter dostałam w prezencie
kurtka, wysłużona z Mango

photo Daniel









                                             2018 był rokiem trudnym, ale przez to bardzo odważnym. Dla mnie był  to rok pełen zmian, na które być może nigdy bym się nie zdobyła, gdyby nie owe trudy, które na mnie czekały. Z perspektywy tych 365-ciu dni w tych zmianach najbardziej mnie cieszą te z pozoru błahe, choć mające niesamowity wpływ na całokształt. Zmiany w nastawieniu do siebie i do innych. Mam nadzieję, że 2019 będzie również fajnym rokiem, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni, a kto nie ryzykuje ten nie pije szampana! Ja w Sylwestra lampkę wypiłam, więc można by rzec, że wszystko dobrze się zaczyna. 







golf H&M
koszula New Look

photo Daniel




                                         




                                           Znacie Olafa z Krainy Lodu? Kto w tych czasach nie zna Olafa. Mega pozytywna postać, od której, wbrew pozorom, że jest tylko bałwankiem, można się wiele nauczyć. Na przykład jak marzyć nawet o tym, co z perspektywy własnego położenia jest absurdalne. I jak nie tracić wiary w spełnienie tych marzeń.  
                                              Sama uwielbiam go za pozytywną energię, bo chociaż mam 35 lat, to właśnie fragmenty z jego udziałem potrafią mnie wyrwać z najgłębszej chandry. W końcu każdy z nas, bez względu na wiek, ma w sobie coś z dziecka. Dlatego w samym środku przedświątecznej gorączki zamiast kolęd (nie obchodzimy świąt w duchu religijnym) na okrągło leci u nas piosenka w wykonaniu Olafa "Świąteczny czas" czas w którym każdy z nas przemyca w swoim domu jakąś swoją świąteczną tradycje. Nawet taką najbardziej błahą i banalną, ale za to własną, przez co jedyną i bardzo unikatową. Na przykład dla mnie okres świąt to jedyny czas w roku, w którym kupuje program telewizyjny, z którego i tak nigdy nie korzystamy, ale właśnie z racji tej naszej, rodzinnej tradycji ten jeden jedyny raz w roku leży on u nas na ławie. Bo na święta trochę sprzątamy, nieco gotujemy, odrobinę pieczemy, by później na bogato nie robić nic i wreszcie trochę odpocząć, gdyż u nas właśnie " tak się robi, jak są święta". I tego również Wam życzę.











kolczyki z Pepco
swetrzysko Pull&Bear
spodnie H&M

photo Daniel