Wrzucam zdjęcia na dzień przed naszym urlopem. Jutro uderzamy w Bieszczady, zatem nie myślę już o niczym innym, jak o porankach na łonie natury, wschodach i zachodach słońca, śpiewie ptaków i wieczorny chilloucie wsród drzew. 

                                                    Dzisiaj natomiast nieco grunge'owa stylówka, ale z odrobiną elegancji. Lubię połącznia, które dają efekt delikatnej nonszalacji w "niewyspanym" wydaniu. Rzeczy z pozoru niedbale narzucone na siebie, w rezultacie idealnie się z sobą komponują. Całość dopełnia delikatny makijaż i nieco potargane włosy, które perfekcyjnie uzupełniają moją estetykę. Zatem Let's rock!









całość Second Hand
sandały Mohito

photo Zielony Wąż




                                



                       Dawno mnie nie było, powód? połowę mojego czasu pochłania praca, drugą połowę Milka, która mając wakację od rana do wieczora nieustannie absorbuje mnie do zabawy. Z jednej strony korzystam z tych chwil, z drugiej szlak mnie trafia, że nie mogę zrobić nic w spokoju. Takie macierzyństwo. Nie mniej dzięki temu sporo rzeczy odpuściłam i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wyszło mi to na dobre. Na przykład wcześniej, obmyślając wpis na bloga, starałam się wszystko planować itd, często z efektem przekombinowania, z brakiem naturalości. Natomiast przez ten ostatni czas, nie myśląc o stylizacjach blogowych, a jedynie ubierając się w codzienne zestawy, bo w czymś jednak człowiek musi chodzić, doszłam do wniosku, że zdecydowanie znaczenie lepiej mi to wychodzi. Tak właśnie dzisiaj prezentuje Wam takiego mojego zwyklaka, którego cudem udało nam się uwiecznić na zdjęciach. 

                        "Godzina 19sta, wciąż palił mocny żar z nieba, Mila niespokojna, bo rączki się lepią, bo w czapce gorąco, bo nie ma czym oddychać, a pasy od fotelika nieustannie parzą. Jeszcze 5minut córciu...5minut ...Dobra Kochanie dawaj, trzy fajne ujęcia i spadamy do domu... "












golf, pasek /Cropp
spodnie, buty/H&M

photo Zielony Wąż









                                      



        
                                Nie wiem, czy każda kobieta tak ma, ale ja wprost proporcjonalnie do zwiększającej się ilości ubrań, statystcznie częściej sięgam po te stare, oklepane już egzemplarze (koszula rownież i tu). To znak, że nadchodzi taki moment w moim życiu, w którym czuje, że musze coś zmienić, naładować baterię, bo chwilami nie mam już nic do powiedzenia. To moje pierwsze odkrycie minionego tygodnia, muszę przejść na minimalizm. Natomiast na drugie wpadłam całkiem przypadkiem, hasztagując swoje zdjęcie na instagramie, weszłam w jeden z najpopularniejszych hasztagów i moim oczom ukazała się masa, jedna, jednolita, zlewająca się ze sobą masa. I chociaż nie z wszystkiego rezygnuję, to na dzień dzisiejszy jedno wiem na pewno, że nie chcę do niej należeć.
                                 

                                         Rozkręcam swój mały biznes, więc chwilami mogą być dłuższe przerwy między postami na blogu, bo początki są zawsze najbardziej wymagające. Ale cieszę się jak dziecko, co pozwala mi dostrzegać pozytwy, mogę nabrać większego dystansu do tych lajków i followersów, a to napewno mi nie zaszkodzi.

                                  
                                           






spodnie, pasek/ Cropp
koszula SH
sandały Stradivarius



                                                       


                                                     

                                 Początkowa miała byś sama sukienka, (to ten drugi egzemplarz w szafie) ale przy każdej próbie przekonania się do niej, patrząc w lustro czułam się wciąż zbyt infantylnie. Dlatego musiałam zestawić ją tak, aby czuć się w niej swobodnie, niestety kosztem całego jej dziewczęcego uroku. W moim przypadku zazwyczaj muszę coś zakryć, uciąć, podwinąć, tak, aby ten pierwotny fason dopasować do siebie. I chociaż całość wydaję mi się wciąż nazbyt delikatna, to czerń zdecydowanie balansuje mi charakter całości, bo jak to na mieście mawiają  "natury nie da się oszukać" nawet w kwiecistej sukience. 













sukienka SH
sweter Reserved
mules no name





                                                
   
                                                       U nas wciąż dużo pracy i straszie szybkie tempo. Znacie ten stan, w którym nic się nie dzieje, a jak już zaczyna się coś dziać, to nagle dzieje się wszystko naraz i telefony się urywają? właśnie jesteśmy na tym etapie. Dodatkowo rok szkolny się skończył i cały czas wszystko załatwiamy z naszym małym inwetnarzem przy boku. Nie inaczej było przy tych zdjęciach. To był ten nastrój, w którym Mila kompletnie nie chciała współpracować. Nie dość, że na skałach i na wysokościach (spokojnie w tej części jury, mimo, że na wysokości, teren był na tyle płaski, że nie było opcji żadnego wypadku) to nie chciała dać nam nawet 5minut, żeby porządnie ustawić aparat. Uwierzycie, że to był mega słoneczny dzień? a nam nie załapał się nawet promyk słońca. Nie mniej i tak jestem zadowolona z efektów, bo praca z dzieckiem wiszącym na kiecce to naprawdę mistrzowski wyczyn. 

                                                 I cóż, przyszło lato i włożyłam sukienkę! Osoby, które mnie znają, wiedzą, że był to dla mnie milowy krok do przodu. Zawsze stroniłam od sukienek, bo nie potrafiłam, żadnej do siebie dobrać. W zasadzie też nie do końca potrafię je nosić, natomiast w tej czuje się naprawdę dobrze. To moja druga sukienka w szafie. Serio, jak na mnie, to aż rozpiera mnie duma:) 










skórzana kamizelka SH
sukienka H&M
sandały Stradivarius

photo Zielony Waż