Druga odsłona moich ulubionych, ale przede wszystkich najbardziej wygodnych spodni na świecie. Odsłona niestety dopiero druga (była jeszcze jedna, ale nie byłam z niej zadowolona w stu procentach, dlatego nie publikowałam tutaj całości, jedynie fragment na moim instagramie) bo Mila ponownie choruje, więc logistycznie jesteśmy ograniczeni. Co widać również po plenerze, który ostatnio dość często przewija się na zdjęciach. Na szczęście po burzy przychodzi słońce, więc czekamy na szybką poprawę.
                                   Pozostając w temacie spodni ich fason, pomimo wielu walorów odnoszących się do wygody, jest kłopotliwy o tyle, że spodnie różnie się układają, co niewątpliwe odejmuje im kobiecości. Dlatego zawsze staram się je kontrastować z innymi rzeczami tak, aby mimo tych minusów w całościowym odbiorze prezentowały się jednak kobieco. Zatem obowiązkowo postawiłam na szpilki i transparentną koszulę w grochy. Nie mam tego daru wyglądać delikatnie i dziewczęco,  dlatego nie kombinuję zbytnio ze swoim stylem, chociaż w tym zestawienu conversy prezentowałyby się również bardzo ciekawie. Taka wersja na luzka, do której również napewno się przymierze.









koszula H&M/SH
spodnie Anja Rubika dla Mohito

zdjęcia Daniel





                                         

                  Wraz z nadejściem wiosny, a w obecnym przypadku również i lata, które cudownie rozpieszcza nas już od maja, powraca u mnie ten sam schemat ubioru. To znak, że mój styl zamiast ewoluować tylko ugruntował swoją pozycję. Dlatego nie pojawiają się u mnie nowości, a wciąż do znudzenia te same rzeczy. Postanowiłam jednak tę wadę zamienić w zaletę, gdyż nigdy nie byłam i raczej już nie będę dziewczyną pokazującą najnowsze kolekcję, trendy itd. Jestem dziewczyną która po prostu lubi ciuchy i dzieli się swoim stylem ubierania. Dzięki temu nie muszę nikomu wmawiać, że "to moje ukochane spodnie i noszę je ostatnio non stop" bo czytelnicy wiedzą, że prezentowałam je na blogu już milion razy. 
                    To podsuneło mi pewien pomysł, który krążył mi gdzieś po głowie od kiedy Ewa podjeła wyzwanie 10 na 10. Czyli dziesięć rzeczy (w tym buty) do stworzenia 10 różnych stylizacji na 10dni. Wykorzystując tak postrzegany minimalizm postanowiłam stanąć nieco w opozycji do blogów, na których autorki pokazują wciąż nowe ubrania, bo sama przestałam nadążać za tymi nowościami. Zatem w moim cyklu jedna wybrana przeze mnie rzecz będzie główną bohaterką 7 najbliższych postów. Dla dociekliwych nie znaczy to, że będę chodzić w jednej bluzce przez 7dni tygodnia, chodzić mi będzie raczej o wykorzystanie do maximum potencjału jednej rzeczy, aby za każdy razem stworzyć z jej udziałem coś innego. 
                Ta zabawa ma również nieco inny, bardziej osobisty wymiar. Jestem zmęczona formą blogowania jaka obecnie panuje w dziedzinie mody. Wciąż trzeba za czymś nadążyć, kupując koniecznie coś nowego. Ta pogoń i ciągłe kupowanie w końcu mnie wypaliło, bo w moim odczuciu oprócz pełnej szafy, kompletnie do niczego to nie prowadzi. Dlatego mój eksperyment ma mi przywrócić tę radość z kombinowania, bo okazuję się, że ciuchów, które ubrałam na siebie więcej niż 3razy, pomimo tak dużej szafy, wcale nie ma zbyt wiele. Natomiast cała reszta okazuję się całkiem zbędnym zapychaczem i to właśnie ten fakt brutalnie uświadomił mi bezsens nieustannego kupowania.  
           Zatem mój cykl zaczynam moimi ulubionymi bojówkami i to one będą bazą moich 7-miu najbliższych stylizacji. Nie wiem, jak mi to wszystko wyjdzie, ale czuję, że czeka mnie masę fajnej, kreatywnej zabawy, zatem cóż... do dzieła blogerko!








bluzka F&F
spodnie Anja Rubik/Mohito
sandały Stradivarius

photo Daniel





                                 







spodnie Mohito
kamizelka Tally Weijl
bomber Bershka

photo Daniel






                                        

                 Trochę odpoczeliśmy od zdjęć, bo dwie ostatnie sesję kompletnie nam nie wyszły. Dzisiejsze zdjęcia to efekt trzeciego podejścia. Zapewne znacie pewien schemat, który przewija się wśród wielu par, w których żeńska części prowadzi bloga, więc męska zmuszana jest robić zdjęcia, bo ktoś musi, wiadomo. Kłótnie, próby, porażki, światło nie dopisuje, to aparat nie działa jak trzeba, to brak umiejętności, słabszy dzień do pozowania itd. Mój Daniel nie jest wielkim fanem robienia zdjęć. Robi je bo go o to proszę, ale za specjalnie tego nie lubi. Dlatego nie zgłębia też żadnych tajników fotografii, bo to nie jego ani działka, ani pasja. Tatuaże i motocykle to jego świat, a nie jakaś tam moda. Dlatego kiedy zdjęcia nie wychodzą tak, jak przedstawia to moja wizja po prostu odpuszczamy. Generalnie szukam kogoś, kto będzie wraz ze mną dalej prowadził to miejsce. Narazie zmęczony prośbami Daniel, bierze nasz fotograficzny oręż i resztkami sił robi mi zdjęcia dla swojego świętego spokoju. Ja mam zdjęcia, on ma spokój i ot taka to właśnie blogowo-związkowa sztuka kompromisu.
                                         












photo Daniel






                            
                                Moda sama w sobie często pozornie oceniana jest w kategoriach próżności. Ten temat zawsze budzi duże kontrowersje zwłaszcza wtedy, kiedy pojawia się artykuł o jakieś topowej blogerce lub celebrytce, który ujawnia olbrzymie zasoby jej garderoby. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze i ich ilość wydaną na pojedyńczą pare butów, jak również na te pozostałe setki par, które dla potencjalnego zjadacza chleba niczym się od siebie nie różnią. To zawsze budzi skrajne emocje. Z jednej strony spoglądamy z zazdrością na ten świat można by rzec przepychu, z drugiej, gdzieś tam z tyłu puka nas w czoło nasza wewnętrzna racjonalistka, która szepta nie odlatuj dziewczyno. 
                                 
                             Mnie również zdarza się tak odlecieć. Kiedy przeglądam chociażby instagrama i przewijają mi się przed oczyma setki różnych stylizacji, w tej konfrontacji zawsze wydaje mi się, że te moje zestawy całkowicie pozbawione są ikry, są płytkie, nijakie i bez polotu. Z drugiej strony, w tej całej pogoni za metką i trendami, nie chcę zatracić w sobie tego pierwiastka radości, który towarzyszły mi wtedy, kiedy zaczęłam tworzyć to miejsce. Więc staram się czerpać pomysły, nie próbując się zbytnio porównywać, by nie popaść w skrajne kompleksy. Skupiam się na tym, by być tą najlepszą wersją siebie tak, by patrząc w lustro mieć przed sobą spójny wizerunek osoby, na którą składa się w końcu tak wiele rzeczy, nie tylko same ubrania. A kiedy napływa mnie fala zwątpienia zawsze powtarzam sobie te motywacyjną sentencję When You Love What You Have, You Have Everything You Need i z reguły pomaga. Dlatego myślę, że w dzisiejszych, trudnych czasach, w których żyjemy w nieustannej presji że wszystko co robimy musi być jakieś, to dobra pointa na resztę dnia, tygodnia i życia... zatem miłego poniedziałku Wam życzę. 











spodnie/Outletstore
tshirt/ Second Hand
buty Reserved 
kurtka H&M

photo Daniel