Z tym zestawem zwlekałam dość długo, bo marzyły mi się takie kalifornijskie zdjęcia jak z lookbook' marki Levi's, do których potrzebowałam kawałka całkiem pustej przestrzeni. Czekałam więc na święta, bo wtedy wszyscy świętują, a na ulicach, nawet tych najbardziej ruchliwych, żywego ducha nie uraczysz. Zacierałam więc ręce, a tymczasem pogoda spłatała nam figla. Zrezygnowana pojechałam więc w odwiedziny do babci dobić się kolejnym, świątecznym ciastkiem. I kiedy tak siedziałam przy herbatce przeliczając ewentualne, dodatkowe kalorię serwowanego sernika, przypomniałam sobie, że babcia ma w bloku starą jak świat suszarnie i może warto byłoby tam zajrzeć? No więc zajrzeliśmy.
                                      Moda na jeans nigdy nie przemija. Klasyczne, denimowe zestawy zawsze się sprawdzają, dlatego bez względu na sezon, w takim wydaniu będziemy wyglądać stylowo. Moje Levisy wyszukałam w jednym z second handów. Kojarzą mi się z takim kalifornijskim stylem w wersji vintage. W lato będę je nosić z klapkami typu mules, do tego oldschoolowy tiszert z logiem coca coli, albo jakiegoś rockowego bandu i wtedy, jak już będzie cudne słońce, obiecuję sobie zrealizować te wizję sesji na dzikich stepach.

                             
                            












spodnie Levis/Secon Hand
golf Mango 
kurtka Mohito

photo Zielony Wąż




Inspiro








                                           




                                  W świątecznym zgiełku przedstawiam Wam moją kultową kurtkę, której właśnie stukneła 40-stka. Kiedy zaczełam chodzić do liceum strasznie podobała mi się moda dzieci kwiatów, a także trend na Kurta Cobaina. Nosiłam więc stare, powyciągane swetry, dlugie spódnice, sukienki, miałam kilogramy koralików na szyi i mase bransoletek na rękach. Wtedy też intensywnie grzebałam w szafie mojej mamy wyszukując jakiś odzieżowych pamiątek z dawnych lat. Jedną z takich rzeczy była właśnie ta kurtka, którą mama kupiła kiedy jeszcze była panną. Pokochałam tę kurtkę odrazu, bo wierzyłam, że ma w sobie tego ducha wolności, który bił ze starych zdjęć mojej mamy. Zatem przechodziłam w niej cale liceum, w niej jeździłam na uczelnie i w niej chodzę do dnia dzisiejszego. I chociaż ma już sporo pęknięć i przetarć nie potrafię się z nią rozstać. I wiecie co, z całego tego sentymentu będę ją trzymać do momentu, kiedy Mila osiągnie już swoje naście lat. Fajnie będzie zachować taką naszą, małą tradycję rodzinną. W końcu hipisowski duch może być w każdym pokoleniu, jeśli tylko o to zadbamy. 














kurtka, koszula/Vintage
spodnie Mohito

photo Zielony Wąź




                                    



                  Ten zestaw, to dla mnie synonim wakacji, beztroskiego lata, muzycznych festiwali, kempingów, ciepłych wieczorów przy ognisku pod gołym niebem. W dzień, w który robiliśmy te zdjęcia było bardzo ciepło, 17-scie stopni, więc taka spora już namiastka lata. Piasek, woda, słońce. Już nie mogę się tego czasu doczekać.                                     













koszula SH
spodnie,pasek/ Cropp

photo Zielony Wąż






                             

                                  Dzisiaj trend Camo w wersji eleganckiej. Często mam nastrój na taką elegancką wersje siebie, nawet jeśli nie towarzyszy temu żadna specjalna okazja. A ten zielony budynek mijam codziennie w drodzę do pracy i to głównie on natchnął mnie na taką stylizację.  Wszak inspiracje mogą znaleźć się wszędzie, nawet za oknem miejskiego autobusu.










spodnie Mohito
koszula/kurtka Bershka

photo Zielony Wąż





                                           Dzisiaj nie będzie o ciuchach, dzisiaj będzie o życiu. O byciu mamą, o dawaniu i nieświadomym zabieraniu siebie innym. 
                                           Chcąc zrobić te zdjęcia musieliśmy się nieźle nagimnastykować, gdyż Mila co rusz pojawiała się w kadrze zmieniając jedynie kocyki, które imitowały najpiękniejszą suknie balową na potrzebe zdjęć. Na początku byłam zła, bo nie dało się zrobić żadnego ujęcia, później Mila była smutna, przez co mnie zrobiło się przykro i poczułam się jak egoistka, bo ona chciała tylko zrobić sobie zdjęcia, tak jak mama, a mnie to aktualnie nie było na rękę. Ta sytuacja uświadomiła mi, że macierzyństwo, to oprócz radości, miłości, poświęcenia, cierpliwości, zmęczenia itd nieustanne poczucie winny, bo za każdym razem kiedy trzeba coś zrobić w domu, albo coś dla siebie, matka ma poczucie winy, że odbywa się to kosztem czasu dla jej dziecka. I nie ważne, czy zmywam, robie pranie, myje podłogę, czy siedzę przy zdjęciach, ale za każdym razem kiedy musze powiedzieć "już, zaraz przyjdę, mama skończy i już idzie" jest mi z tym źle i mam poczucie winy. Z drugiej strony kiedy olewam te gary, żeby pobawić się z młodą, myślę o tych wszystkich perfekcyjnych mamach, które mając trójkę dzieci wrzucają na insta zdjęcia z cudownie wysprzątanego pokoju i znowu mam poczucie winny, że gdzieś się za mało staram, że za słaba organizacja, za mało z siebie daje i koło się zamyka. Piętno bycia idealnym, to bardzo okrutna presja. Można zatracić się w niej bez pamięci, bo z każdej strony ktoś czegoś od nas oczekuje, że będziemy się spełniać jako kobiety sukcesu, z pasją, z cudownym domem, z czasem poświęconym dzieciom, sobie, naszym partnerom. Jednak aby to było możliwe doba musiałaby trwać 48h a i tak pewnie by tego czasu wiecznie brakowało. Dlatego warto w tym wszystkim znaleźć się gdzieś pośrodku, bo nie zawsze musi być idealnie, a czasem ten kocyk na zdjęciach dla kogoś ma naprawdę olbrzymie znaczenie.



















buty/spodnie/pasek Cropp
koszula SH

photo Zielony Wąż