Nie wiem, czy każda kobieta tak ma, ale ja wprost proporcjonalnie do zwiększającej się ilości ubrań, statystcznie częściej sięgam po te stare, oklepane już egzemplarze (koszula rownież i tu). To znak, że nadchodzi taki moment w moim życiu, w którym czuje, że musze coś zmienić, naładować baterię, bo chwilami nie mam już nic do powiedzenia. To moje pierwsze odkrycie minionego tygodnia, muszę przejść na minimalizm. Natomiast na drugie wpadłam całkiem przypadkiem, hasztagując swoje zdjęcie na instagramie, weszłam w jeden z najpopularniejszych hasztagów i moim oczom ukazała się masa, jedna, jednolita, zlewająca się ze sobą masa. I chociaż nie z wszystkiego rezygnuję, to na dzień dzisiejszy jedno wiem na pewno, że nie chcę do niej należeć.
                                 

                                         Rozkręcam swój mały biznes, więc chwilami mogą być dłuższe przerwy między postami na blogu, bo początki są zawsze najbardziej wymagające. Ale cieszę się jak dziecko, co pozwala mi dostrzegać pozytwy, mogę nabrać większego dystansu do tych lajków i followersów, a to napewno mi nie zaszkodzi.

                                  
                                           






spodnie, pasek/ Cropp
koszula SH
sandały Stradivarius



                                                         


                                                     

                                 Początkowa miała byś sama sukienka, (to ten drugi egzemplarz w szafie) ale przy każdej próbie przekonania się do niej, patrząc w lustro czułam się wciąż zbyt infantylnie. Dlatego musiałam zestawić ją tak, aby czuć się w niej swobodnie, niestety kosztem całego jej dziewczęcego uroku. W moim przypadku zazwyczaj muszę coś zakryć, uciąć, podwinąć, tak, aby ten pierwotny fason dopasować do siebie. I chociaż całość wydaję mi się wciąż nazbyt delikatna, to czerń zdecydowanie balansuje mi charakter całości, bo jak to na mieście mawiają  "natury nie da się oszukać" nawet w kwiatowej sukience. 













sukienka SH
sweter Reserved
mules no name





                                                
   
                                                       U nas wciąż dużo pracy i straszie szybkie tempo. Znacie ten stan, w którym nic się nie dzieje, a jak już zaczyna się coś dziać, to nagle dzieje się wszystko naraz i telefony się urywają? właśnie jesteśmy na tym etapie. Dodatkowo rok szkolny się skończył i cały czas wszystko załatwiamy z naszym małym inwetnarzem przy boku. Nie inaczej było przy tych zdjęciach. To był ten nastrój, w którym Mila kompletnie nie chciała współpracować. Nie dość, że na skałach i na wysokościach (spokojnie w tej części jury, mimo, że na wysokości, teren był na tyle płaski, że nie było opcji żadnego wypadku) to nie chciała dać nam nawet 5minut, żeby porządnie ustawić aparat. Uwierzycie, że to był mega słoneczny dzień? a nam nie załapał się nawet promyk słońca. Nie mniej i tak jestem zadowolona z efektów, bo praca z dzieckiem wiszącym na kiecce to naprawdę mistrzowski wyczyn. 

                                                 I cóż, przyszło lato i włożyłam sukienkę! Osoby, które mnie znają, wiedzą, że był to dla mnie milowy krok do przodu. Zawsze stroniłam od sukienek, bo nie potrafiłam, żadnej do siebie dobrać. W zasadzie też nie do końca potrafię je nosić, natomiast w tej czuje się naprawdę dobrze. To moja druga sukienka w szafie. Serio, jak na mnie, to aż rozpiera mnie duma:) 










skórzana kamizelka SH
sukienka H&M
sandały Stradivarius

photo Zielony Waż









                                                   Zdjęcia zrobione w przerwie między wierceniem, malowaniem, bejcowaniem, wkręcaniem, przybijaniem itd. Remont trwa u nas w najlepsze i szybko nie chce się skończyć. Cierpi na tym moja kobieca natura bo nie ma sił i czasu porządnie się wystylizować. Na zdjęciach chowam tylko dłonie po kieszeniach, żeby nie było widać resztek lakieru do drewna i metalu (świństwo ciężko się zmywa). Na szczęście, choć małymi kroczkami, prace posuwają się na przód i sama już nie mogę się doczekać efektu końcowego.

                                                           Dzisiejszy zestaw to ciuchy do codzienniego biegania po urzędach i castoramach (chociaż buty solidnie mnie obtarły!|) bo przy remoncie i własnym biznesie bez biurokracji i gwoździ się nie obejdzie. Notabene sklepy typu castorama i Leroy Merlin to dla mnie totalna abstrakcja. Chcąc kupić wkręty, na dziale metalowym do wyboru ma się ich setki. Jednak największym problemem dla takiego laika jak ja, jest próba wytłumaczenia personelowi o co właściwie mi chodzi. Jakie wkręty, do czego, po co itp. Wiecie... kobieta sobie coś wymyśliła, ale bladego pojecia nie ma, jak to technicznie zrealizować, Ot ma wisieć i już. Dodatkowo ile razy byśmy tam nie zajechali, to w trakcie remontu i tak okazuję się, że tej jednej, jedynej śrubki, która właśnie teraz jest potrzebna, niestety nie zakupiliśmy. Na szczęście uzbroiłam się w sporą dawkę cierpliwości, bo doszłam do wniosku, że to trochę tak, jak z moim blogowaniem, bo ilekroć kompletuje jakiś strój, to zawsze okazuję się, że do całości najlepiej pasowałby mi te buty, których akurat jeszcze nie mam. No istny kosmos!








kamizelka Vila
katana Mango
golf H&M
buty Reserved

photo Zielony Wąż






                                                                  



                      Bez względu na porę roku i wysokość temperatury na termomentrze, nie lubię odsłaniać nóg, ani brzucha, ale ramiona?czemu nie. Hiszpanka, lub jeśli ktoś woli koszula/bluzka typu carmen. Zawsze namawiam do tego, aby zrobić coś samemu, przerobić, uciąć, poszarpać, pozszywać. W świecie, w którym konsupcjonizm i chęc posiadania gra pierwsze skrzypce, można spróbować wykorzystać coś, co już się posiada, tym samym nadając rzeczy nowe życie.  Globalnie nie zmieni to nadprodukcji jaką wytwarzamy, ale zawsze będzie to jakiś, choćby najmniejszy udział na rzecz zmniejszenia ilości dóbr, których w większość przypadków tak naprawdę wcale nie potrzebujemy.
                                                                  Swoją bluzkę zrobiłam wykorzystując starą jak świat koszulę, która ma około 10-ciu lat. Odciełam jej górę na kształt delikatnej łódki. Obrobiłam odcięty brzeg, zawinęłam  do środka na szerokość gumki i przestebnowała, tworząc w ten sposób tunel, w który później wciągnęłam gumkę. Najwięcej kłopotów przysporzyło mi zawinięcie materiału na ramionach, bo po odcięciu górnej części koszuli nie zgadzały się centymetry na obwodzie. Ale na szczęście hiszpanka ma to do siebie, że jej głównym atutem są marszczenia, więc wszelkie powstałe zakładki idealnie wkomponowały się w fason. Wykorzystując męską koszulę w ten sam sposób zrobiłam również sukienkę hiszpankę, którą niebawem też Wam pokaże. Prosta metoda i fajny efekt wart poświęcenia tej godziny czasu, bo tyle zajęło mi stworzenie swojej bluzki. Zatem Drogie czytelniczki działajcie!:)













koszula no name
spodnie SH

photo Zielony Wąż